Noam Chayut, Dziewczynka, która ukradła mi Holokaust

Dziewczynka, która ukradła mu Holokaust

Niezastąpione londyńsko-nowojorskie wydawnictwo Verso opublikowało właśnie w czerwcu bieżącego roku angielski przekład napisanego po hebrajsku (oryginał wydany w Izraelu w r. 2010) pamiętnika Noama Chayuta – pod angielskim tytułem The Girl Who Stole My Holocaust. Noam Chayut, urodzony w 1979 r., był oficerem armii izraelskiej na Terytoriach Okupowanych, czynnym w czasie Operacji Ochronna Tarcza. W roku 2003 r. opuścił Cahal, a potem przyłączył się do organizacji znanej jako Breaking the Silence, zbierającej świadectwa żołnierzy izraelskich o zbrodniach bezkarnie popełnianych przez nich samych i ich kolegów na wydanych na ich łaskę bezbronnych Palestyńczykach.

Pamiętnik Chayuta jest książką najzupełniej niebywałą, bo na głos wypowiada to, co wielu chciałoby pomyśleć, ale na wszelki wypadek zatrzymuje się w pół drogi, bo mało kto ma siłę walczyć z zawodowymi tropicielami „antysemitów”. Chayut myśl ową nie tylko wypowiada, ale też czyni centralną osią, wokół której konstruuje swój pamiętnik. Że istnieje jak najbardziej bezpośredni związek między quasi-religijnym kultem Holokaustu jako wydarzenia jedynego w swoim rodzaju i nowoczesnego sacrum a zbrodniami Państwa Izrael i współczesnym żydowskim rasizmem. Nie tylko izraelskim, a właśnie żydowskim. Za każdym razem, gdy na szkoły i szpitale w Strefie Gazy spadają pociski „broniącej się przed terrorystami” czwartej najpotężniejszej armii świata, żydowski rasizm manifestuje się np. tysiącami białych flag z błękitną gwiazdą wypływających na ulice Nowego Jorku w spontanicznym geście solidarności z dzielnie mordującymi cywili, kobiety i dzieci krzepkimi chłopcami z IDF.

Jak każe rozróżniać Norman Finkelstein, jest holokaust i jest “Holokaust”. To pierwsze to realna, historyczna zbrodnia monstrualnego ludobójstwa dokonanego przez III Rzeszę na żydowskiej populacji Europy. To drugie to ideologiczny twór, którym Państwo Izrael oraz związane z nim grupy lobbingowe w Ameryce Północnej i Europie Zachodniej cynicznie manipulują, przypisując mu nadzwyczajny i absolutnie wyjątkowy status w historii ludzkości. Twór, który instrumentalizują, by forsować interesy Państwa Izrael, nadawać swego rodzaju sakralną sankcję wszystkim jego poczynaniom i dyskursywnie uniemożliwiać proby przykładania do niego tej samej miary, jaka obowiązuje inne podmioty prawa międzynarodowego. Chayut pisze pamiętnik, nie powołuje się w nim na teoretyków, ale już od pierwszych kart wyczuwamy, że pisze o tym samym „Holokauście”, który dekonstruował Finkelstein.

Doktryna o historycznej wyjątkowości Holokaustu wpisuje się w rasizm euroatlantycki – wyjątkowo tragiczną wartość przypisuje jedynie tym ofiarom nowoczesności, które legitymizują się europejskim pochodzeniem, odsuwając na margines i do przypisów „kolorowe” ofiary cywilizacji Zachodu, a nawet „kolorowe” (tzn. romskie) ofiary tych samych nazistowskich ludobójstw w Europie. Chayut, na własnym przykładzie, literacko zajmuje się jednak rolą Holokaustu – tego ideologicznego, pisanego wielką literą – w konstrukcji współczesnego rasizmu żydowskiego. Rolą obsesyjnej kultywacji jego „pamięci” (procederu, w który wkręcane są wszystkie, również te najlepszymi chęciami motywowane, międzynarodowe uroczystości upamiętniające hitlerowskie zbrodnie na Żydach) w rasistowskiej indoktrynacji izraelskiej młodzieży. Żeby ta nie miała skrupułów, jak już wstąpi do Cahalu i będzie „musiała” znęcać się nad Palestyńczykami, strzelać do kobiet i dzieci, śpiewać potem o ich zabijaniu „żartobliwe” piosenki (Chayut je cytuje), a ciało właśnie zabitego Palestyńczyka wykorzystać do spontanicznej, przeprowadzonej ad hoc na ulicy, na której zginął, instruktażowej sekcji zwłok dla młodego izraelskiego personelu medycznego (i by następnie wiadomość o tym, na pierwszej stronie dziennika Haarec, nie wywołała żadnej społecznej dyskusji). A także w rasistowskiej indoktrynacji żydowskiej młodzieży na świecie, by – jak dorośnie – wpłacała pieniądze na Jewish National Fund i niestrudzenie reprodukowała w krajach, w których żyją, wizerunek Izraela jako „broniącego się przed egzystencjalnym zagrożeniem”.

Fraza „mój Holokaust” rytmicznie powraca na przestrzeni całej książki Chayuta. We współczesnym żydowskim rasizmie Holokaust jest tym najcenniejszym skarbem, jaki w sobie nosi i ma nosić każdy izraelski – ale, w miarę wcale dużych możliwości propagandowych projektu syjonistycznego, nie tylko izraelski – Żyd. Do wyhodowania w sobie tego skarbu wdraża go cały złożony system indoktrynacji państwowej, oficjalnych uroczystości, treningu szkolnego, sieci młodzieżowych organizacji, seansów Holocaust movies, czy obowiązkowych wycieczek do europejskich obozów koncentracyjnych, których nieukrywaną funkcją w izraelskim systemie edukacji jest podgrzewanie nacjonalistycznego podniecenia młodzieży i przygotowywanie jej do przemocy, którą wkrótce będzie miała za zadanie egzekwować, gdy dostanie do rąk broń. Holokaust i quasi-religia jego „pamięci” jest tym, co uzasadnia we wpółczesnym żydowskim rasizmie żydowski tytuł do wyjątkowości i do wyższości, żydowskie prawo do naginania, zawieszania czy lekceważenia norm moralnych, prawnych i politycznych obowiązujących w stosunku do tych wszystkich, którzy skarbu Holokaustu w sobie nie noszą. Skarb Holokaustu jest tym, co decyduje, że stare otomańskie prawo ma znaczenie, jeśli na jego podstawie można palestyńską rodzinę wyrzucić z jej ziemi, a znaczenia nie ma, gdy dokładnie tym samym tureckim edyktem Palestyńczycy usiłują bronić prawa do pozostania na swojej ziemi. Rytualne No, ale Holokaust… No bo przecież Holokaust…– zamyka każdą dyskusję, powstrzymuje nawet przed zadawaniem pytań, działa jak „zakaz myślenia”. A łzy ronione poraz enty nad Listą Schindlera spadają na Palestyńczyków ołowiem i białym fosforem.

Chayut pisze swój pamiętnik w znacznej mierze w formie apostrofy do tytułowej „dziewczynki, która ukradła mu jego Holokaust”. Palestyńskiej dziewczynki, której imienia nigdy nie poznał, ale za to nigdy nie zapomniał jej spojrzenia. W jej oczach, pomiędzy które wycelował swój karabin, zobaczył strach, którego wspomnienie urosło w nim z czasem tak, że zmusiło go do całkowitej redefinicji swojego miejsca w świecie i odrzucenia wszystkiego, co wtłoczyla weń oficjalna ideologia „państwa żydowskiego”. Dziś Chayut dzieli swoje życie na tę część, kiedy, jak każdy dobrze wychowany żydowski nacjonalista, miał ten swój najcenniejszy skarb, „swój Holokaust”, oraz część po jego utracie, kiedy zrozumiał bezrefleksyjność i wszechobecność rasizmu przenikającego każdy dzień jego dotychczasowego życia, a usprawiedliwiającego się zawsze nadużywanymi bez skrupułów historycznymi cierpieniami europejskich Żydów.

„…odebrała mi wiarę, że w świecie istnieje absolutne zło. Odebrała mi wiarę, że mściłem zniszczenie mojego ludu przez absolutne zło, że z absolutnym złem walczyłem. Dla tej dziewczynki to ja ucieleśniałem absolutne zło. […] A odkąd dotarł do mnie fakt, że w jej oczach to ja byłem absolutnym złem, absolutne zło, które kierowało moim życiem, zaczęło się rozkładać.

I od tamtego czasu zostałem bez mojego Holokaustu.” (s. 63)

Jarosław Pietrzak

Noam Chayut, The Girl Who Stole My Holocaust, przeł. Tal Haran, London: Verso 2013.


Tekst ukazał się pierwotnie pt. „Pamiętnik okupanta” w miesięczniku „Le Monde diplomatique – edycja polska„, nr 8 (90), sierpień 2013.

Reklamy