Lewica w Europejskiej Krainie Czarów

“Ksenofobiczna, antyeuropejska prawica”, “rasistowski, nacjonalistyczny, antyunijny, prawicowy” – tego rodzaju automatyczne ciągi skojarzeń, łańcuchy odruchowo łączonych znaczeń, zbitki pojęć zadrukowały wyobraźnię większości współczesnej polskiej lewicy. Do tego stopnia, że ich naturalnym i jedynym możliwym przeciwstawieniem są zbitki w prosty sposób odwrotne, ale równie automatyczne, podług których lewicowość idzie „w naturalny sposób” w parze z postawą „proeuropejską” czyli „prounijną”. Unia Europejska w tym wyobrażonym krajobrazie jest synonimem Europy jako kontynentu, jako jednostki „cywilizacyjnej” czy „kulturowej”, jest też w jakiś sposób, z założenia i z natury, antytezą rasizmu i ksenofobii, być może nawet nic nie robi, tylko walczy z ich demonami.

Ten automatyczny, prosty podział nie jest nawet przedmiotem debaty, jest dzisiaj reprodukowany odruchowo i bezrefleksyjnie, bardziej niż w argumentach przejawia się w przewracaniu oczami, zbywaniu kogoś machnięciem ręką, głupim uśmiechem. Nawet najstaranniej wykładana krytyka Unii Europejskiej w jej realnej a nie wydumanej, wyśnionej postaci sprowadza na jej autora nieuchronne oskarżenia, że jest koniem trojańskim Polexitu na lewicy, wielu i tak automatycznie i natychmiast zbędzie ją jako to samo, co mówi katolicko-narodowa prawica. „Granie do jednej bramki z Putinem” pewnie też nie zostanie mu oszczędzone.

Czytaj dalej

Reklamy

Wenezuela i faszyzm XXI wieku

Niektórzy z jakiegoś powodu wierzą, że neoliberałowie stanowią przynajmniej jakąś zaporę przed rozlewającym się dziś po świecie faszyzmem. Nawet na lewicy nierzadkie są fantazje o tym, że powstrzymamy faszyzm XXI wieku, zawierając taktyczny, tymczasowy sojusz z neoliberałami.

Trudno o lepszy test tej fantazji niż reakcje świata na toczącą się właśnie sponsorowaną przez Waszyngton próbę prawicowego zamachu stanu w Wenezueli. Samozwańczy „prezydent”, Juan Guaidó, polityczny pajac opozycji, którego jeszcze pół roku temu nie kojarzyło w ogóle 80 proc. mieszkańców Wenezueli, został natychmiast poparty przez Biały Dom Donalda Trumpa. Ramię w ramię z Waszyngtonem z uznaniem dla Guaidó pospieszył oczywiście nowy prezydent sąsiedniej Brazylii, faszysta Jair Bolsonaro, oraz prawicowy rząd Kolumbii, a za nimi inne konserwatywne rządy na zachodniej półkuli. Dziś [tekst ukazał się pierwotnie 27 stycznia 2019], na prośbę Trumpa, Guaidó został uznany przez skrajnie prawicowy rząd Izraela.

Czytaj dalej

Paradoksy Brexitu

Brexit to bajzel. Brexit to katastrofa. Ministerstwo Dziwnych Kroków, ale z elementami poważnej grozy. To nie ulega wątpliwości. Jednak jego anulowanie teraz nie cofnie w żaden sposób czasu, nie sprawi, że wszystko się odstanie i wrócimy do stanu poprzedniego. Co, jeśli okaże się jeszcze większą katastrofą niż sam Brexit?

Głosowanie parlamentarne nad umową rozwodową z Unią Europejską zostało przez premier Theresę May – przerażoną, że nie ma dla jej wynegocjowanej (albo raczej: narzuconej przez UE) postaci wystarczającego poparcia w ławach poselskich – odłożone do 14 stycznia. Czy się wówczas wydarzy, jeszcze nie wiemy, bo May od dłuższego czasu bawi się po prostu w pożyczanie czasu, to tu, to tam, byle na tym pożyczonym czasie utrzymać się premierskiego stołka na kolejny miesiąc, kolejny tydzień, kolejny dzień dłużej. Jest nie tylko groteskowo niekompetentna – jest też po prostu wyjątkowo złym człowiekiem, choć w szeregach współczesnych torysów ma całe mnóstwo rywali. Doskonale o tym wszystkim pamiętając, nie należy jednak May obciążać całą odpowiedzialnością za katastrofalny przebieg i owoce „negocjacji”.

Jak kretyńska nie byłaby geneza referendum brexitowego; jak fatalny by nie był przebieg kampanii, z jej kłamstwami, z tym jak bardzo narracja została zdominowana przez najgorszą prawicę i sprowadzona do „problemu imigracji”; jak nieczyste nie byłyby intencje propagandystów Brexitu – nic nie zwalnia lewicy z obowiązku przyglądania się sposobowi, w jaki Unia Europejska traktuje przez ostatnie dwa lata swojego niesfornego członka. „Rozmowy” z pozycji siły, groźby, zastraszanie, pogarda i rytualne upokarzanie państwa, które podjęło kontrowersyjny i oparty na nienajlepszych przesłankach, ale jednak demokratyczny wybór, że istnieje życie poza Unią.

underground

Czytaj dalej

Polska PiS i Brazylia Bolsonaro, albo o globalizacji antykomunizmu

Inaugurację prezydentury Jaira Bolsonaro w Brasilii, jak podaje telewizja Telesur, zaszczyciły swoją obecnością delegacje 46 państw, a wśród tych delegacji jedynie dziesięć głów państw osobiście (w tym Viktor Orbán i Binjamin Netanjahu). Dla porównania na pierwszej inauguracji Luli da Silvy zameldowało się 120 delegacji, a Dilmy Rousseff – 130. Pokazuje to trochę, jak ciężko jest światu przełknąć nowego prezydenta Brazylii.

Wśród tych 46 delegacji był minister spraw zagranicznych Polski, Jacek Czaputowicz, który fotografował się z Bolsonaro i jego żoną Michelle, rozmawiał z nowym szefem brazylijskiej dyplomacji, a także ciepło się wypowiadał o Brazylii i widokach na współpracę z tak ważnym państwem.

Czytaj dalej

Kolejny rok niespokojnego słońca

Planeta nie może już dłużej dźwigać systemu ekonomicznego, którego bezlitosnej eksploatacji poddali ją (jak i większość z nas) nasi władcy. Kolejne miesiące minionego roku przynosiły z sobą kolejne rekordy temperatur kiedykolwiek o danej porze roku zarejestrowanej, a na rozgrzanej planecie słońce podpaliło lasy od Kalifornii po Grecję. Dowiedzieliśmy się już ponad wszelką wątpliwość, że na przestrzeni zaledwie kilku ostatnich dekad wymordowaliśmy większą część dzikiego życia na Ziemi, i że proces ten postępuje coraz szybciej. Nasza planeta nie daje już rady i mówi nam to na każdym kroku. Nasi władcy – królowie, książęta i kapłani schyłkowego kapitalizmu – dzielą się tymczasem niemal wszyscy na tych, którzy udają, że tego nie wiedzą i nie widzą, oraz tych, którzy udają, że coś robią, tańcząc dla picu walce lunatyków na kolejnych „poświęconych klimatowi” kongresach.

Tak samo zresztą nie wytrzymuje sam ów system ekonomiczny, nie wytrzymują jej formalne ramy polityczne i geopolityczne. System osiągnął granice swojej ekspansji, granice tego, gdzie i ile kosztów może eksternalizować: fizycznie skończył mu się świat. Nie znalazł drogi wyjścia z krachu roku 2008, wówczas przysypanego tylko tymczasowo górą wydrukowanych nagle pieniędzy; ratuje się grabieżą i przykręcaniem śruby tym, których coraz brutalniej wyzyskuje. Rok zamknął największy spadek na Wall Street od 2008 roku, a na pewno nie jest to świętego Rynku ostatnie słowo.

Czytaj dalej

O niepożytkach z Johna Olivera

Oko.press przedstawia się jako „portal sprawdzający fakty i prowadzący dziennikarskie śledztwa”, który chce być „obywatelskim narzędziem kontroli władzy”. Niedawno uznał, że takim śledztwem i aktem kontroli władzy będzie publikacja obszernego streszczenia jednego odcinka programu polityczno-satyrycznego anglosaskiego komika. Bo padło w nim kilka ostrych słów o polskim rządzie i Jarosławie Kaczyńskim. Odcinka programu dostępnego przecież bez problemu na YouTubie i Facebooku. Drobiazgowa relacja napisana jest w tonie takim, jakby streszczała wykład o autorytaryzmie i faszyzmie autorstwa co najmniej Theodora Adorno.

Przy całym szacunku dla Johna Olivera i jego zasług, nie jest on Theodorem Adorno. Oliver jest zaledwie liberałem, lewicowym, ale liberałem. Jego komentarze są tak ważne w amerykańskim kontekście, bo „lewicowy liberalizm” to już dużo jak na warunki mainstreamu amerykańskich mediów. Już ustawia go blisko lewej ściany tego, co amerykańska publiczność kiedykolwiek zobaczy w dużej sieci telewizyjnej.

Czytaj dalej

Jair Bolsonaro i upadek Partii Pracowników

Jair Messias Bolsonaro, jeszcze dwa lata temu element politycznego folkloru, marginalny skrajnie prawicowy pajac pyskujący na wszystkie strony zniewagami, został 28 października, w drugiej turze, z ponad 55% głosów, wybrany prezydentem piątego najludniejszego państwa świata, największego państwa Ameryki Łacińskiej, drugiego najludniejszego państwa Zachodniej Półkuli. Od miesięcy mówiono, że będą to najważniejsze wybory w Brazylii od czasu przywrócenia tam liberalnej demokracji w 1985 roku. Biorąc pod uwagę choćby klimatyczne konsekwencje wyboru Bolsonaro dla całej planety, były na pewno najważniejszymi w tym roku wyborami na świecie. Prezydent-elekt jest nie tylko faszystą, ale jakby tego nie było dość, nie wierzy w globalne ocieplenie i finansowany przez wielką własność ziemską i przemysły ekstraktywne, obiecał im wolną rękę w ich wymarzonej grabieży Amazonii, co niewątpliwie przyspieszy i pogłębi katastrofę klimatyczną. Jego zwycięstwo oznacza też najprawdopodobniej rychły upadek lub kapitulację pozostałych na polu walki lewicowych projektów politycznych w Ameryce Południowej. Bolsonaro reprezentuje tę militarystyczną (był wojskowym) brazylijską tradycję polityczną, która głosiła, że „co jest dobre dla Stanów Zjednoczonych, jest dobre dla Brazylii” i dumnie uczestniczyła w Operacji Kondor mającej na celu brutalne wyniszczenie lewicy w całej Ameryce Łacińskiej.

Niektórzy moi brazylijscy znajomi zareagowali na wynik wyboru publikując na Facebooku statusy w rodzaju „witajcie w roku 1964” (roku wojskowego zamachu stanu). Prawdopodobnie niebawem skończy się w Brazylii demokracja i fakt, że Bolsonaro wygrał w demokratycznych wyborach nic tu nie zmienia.

Brasilia KN czb

Kongres Narodowy w Brasilii

Czytaj dalej