Prośba – albo konkurs z nagrodą!

Kiedyś Facebook był głównym źródłem ruchu na mojej stronie/blogu i najważniejszym kanałem, za pomocą którego utrzymywałem kontakt z regularnymi Czytelnikami, a także docierałem do nowych. Niektóre moje teksty miewały tam setki udostępnień.

Od dwóch lat liczba odwiedzin mojej strony/bloga referowanych przez Facebooka systematycznie spada. Nie jest to mój problem indywidualny, fenomen ten uderzył globalnie we wszystkich niszowych autorów i wydawców.

Facebook od czasu do czasu zmienia algorytm, który rządzi widocznością wszystkiego, co udostępniamy na publicznych stronach oraz własnych indywidualnych profilach na łamach największego portalu społecznościowego.

Początkowo w przycinaniu zasięgów chodziło głównie o to, żeby wydawców przycisnąć i przymuszać do płatnego promowania przynajmniej niektórych postów. Dziś nawet promowane posty spotykają się z coraz słabszą odpowiedzią, wymuszając coraz większe wydatki na takie promocje. Dzieje się tak na pewno nie tylko dlatego, że stron jest dziś na Facebooku więcej niż dwa lata temu, więc większa jest i konkurencja o uwagę. Ale też coraz częściej posty nie są w ogóle dopuszczane do promocji lub grzęzną na dwa dni w procesie „weryfikacji”, bo są „polityczne”. A okazuje się, że jak nie jesteś New York Timesem, BBC albo Gazetą Wyborczą, to nie jesteś zaufanym/godnym zaufania wydawcą/autorem opinii politycznych. Facebook rozmyślnie ścina dziś zasięgi małych lub alternatywnych publikacji i utrudnia im nawet promowanie się za pieniądze.

Untitled

Taką de facto korporacyjną cenzurą Facebook i inne technologiczne giganty pośredniczące dziś w obiegu treści publikowanych w sieci odpowiedziały na źle postawiony problem „fake news” przy ostatnich wyborach prezydenckich w USA, skandal z Cambridge Analytica, itd.

Oczywiście, komuś z Was mogło się najzwyczajniej znudzić to, co wypisuję, albo zassało Was gdzieś w inne zakątki internetu, bo przecież ciekawe rzeczy można poczytać w rożnych miejscach, a doba ma tylko 24 godziny. Ja to wszystko rozumiem. Niemniej jednak, jeśli moje pisanie (i czasem moje obrazki) wciąż Cię interesują, ale faktycznie jakoś rzadziej niż kiedyś słyszysz ode mnie na Facebooku, albo np. rzadko go używasz – to zależy mi na tym, żeby mieć też inny niż przez Facebooka kontakt z Tobą, choćby po to, żeby Ci dać znać, kiedy już uda mi się dopiąć i wydać tę moją pierwszą powieść.

I tu przychodzi moment na tytułową tego komunikatu prośbę. Po prawej stronie u dołu Twojego ekranu powinien figurować taki nieduży plusik, a przy nim słowo Obserwuj (lub odpowiednik w innym języku). Po kliknięciu pozwalają one się zapisać, przez podanie adresu email, na powiadomienia wysyłane tamże o każdym nowym tekście lub poście na JaroslawPietrzak.com.

scrnsht

Żeby Was trochę do tego kroku zachęcić, to niniejszym deklaruję, że spośród wszystkich, które i którzy zapiszą się w ten sposób do końca lipca 2018 roku, wylosuję osobę, której podaruję egzemplarz moich Smutków tropików z autografem!

Nie wiem, jak bardzo atrakcyjna jest to zachęta, ale w zamian za tak niewielki wysiłek – może całkiem spoko? 😉

UPDATE: Nie pomyślałem o tych, którzy mają konta na WordPressie, bo np. sami prowadzą tu bloga! Wtedy ta opcja z możliwością dodania adresu email niekoniecznie się nawet pojawia, a zamiast tego blog od razu zapisuje się do WordPressowego „Readera”, żeby powiadomienia wyskakiwały tam. Jeżeli tak jest w Twoim przypadku, to jednocześnie napisz do mnie na

  • jaroslaw . pietrzak małpa gmail . com

żebym miał jak się z Tobą skontaktować, gdybym to Ciebie wylosował! 😊

Na zdjęciu u góry: Jonathan Soukali

(bo przykuwa skubany wzrok, tym swoim uśmiechem 😉 )

 

autoportret

Reklamy