Sourena. Fragmenty

Sygnalizowałem Wam już tutaj moją pierwszą powieść. Postaram się przed końcem roku powiedzieć coś bardziej konkretnego o perspektywach jej wydania.

Dla higieny psychicznej, żeby nie zwariować, pracując nad jej ukończeniem (książka jest skończona dopiero, kiedy jest wydana), oczekując na ingerencje zaprzyjaźnionego redaktora i przechodząc przez koszmar komunikacji z polskimi wydawcami (chyba napiszę kiedyś o tym coś więcej), zacząłem klecić drugą powieść. Na tym etapie chcę ją zatytułować Ceremonie świąteczne.

Wrzucam tutaj na razie fragmenty jednego z początkowych rozdziałów (pierwszy draft, daleki od doskonałości). W nadziei, że dzięki temu nie zapomnicie, że czegoś takiego też należy się po mnie spodziewać! 😉

Fragment 1. Spotkanie.

Fragment 3. Pamięć.

Tak, pierwszy i trzeci. Jeśli kogoś interesuje, co pomiędzy, to tutaj jest plik PDF z całością. Całością jak całością. Całością tego rozdziału. Pierwszy draft, brudnopis. Dlaczego tak, środek do odnalezienia tylko w pedeefie? Żeby mi się WordPress, albo jakieś trolle nie skarżyły, że jakieś treści od osiemnastego roku życia na mojej stronie, a już raz sobie pofolgowałem. 😉

sourena-ilustracja-fragment-6

Jarosław Pietrzak

Jestem na Facebooku i Twitterze.

Reklamy

A gdyby tak zakazać reklamy?

Odkąd Internet przetasował światowy rynek prasy, a potem innych mediów, każdego roku obserwujemy kolejne obroty błędnego koła postępującej tych mediów degrengolady.

Specjaliści od reklamy biją na swoich konferencjach i w swoich raportach na alarm, że wszystko, co robią, jest stopniowo coraz mniej skuteczne – ludzie stają na rzęsach, byle uniknąć, zeskrolować, przeskoczyć ich bzdury, za wszelką cenę w nic nie kliknąć, nagrać film bez reklam, itd.

Czytaj dalej

Zbigniew Preisner zaangażowany politycznie, albo Co mają w głowach polscy artyści?

Excuse my French, ale – nasrane. Mają w nich nasrane.

Zacznę jednak od Krystyny Jandy.

Czytaj dalej

Niemożliwość Niderlandów

Tak więc znowu się przeniosłem, tym razem do Amsterdamu. Mieszkam w Holandii już prawie trzy miesiące.

Kiedy w Wielkiej Brytanii wyszedłem za mąż, Brexit happened. Kiedy przez osiem miesięcy mieszkałem w Barcelonie, wydarzył się zamach na La Rambli i referendum niepodległościowe z całym towarzyszącym mu kryzysem. Ciekawe, co się wydarzy w Holandii?

Ale to nie miało być o tym.

Przeniosłem się do Holandii, bo mój małżonek dostał pracę, na której mu zależało, lepszą niż mu kiedykolwiek zaoferowano w Londynie. Jest Brytyjczykiem, ale lata nieprzerwanych rządów torysów (i nie, to się wszystko nie zaczęło od Brexitu, to się zaczęło już za pierwszej kadencji Davida Camerona) zdewastowało gospodarkę do takiego stopnia, że poczucie niepewności i zawężania się pola możliwości, jest coraz bardziej wszechogarniające, chyba, że nie będąc skazanym na pracę pasożytujesz w finansach albo nieruchomościach. Kultura samej pracy jest coraz bardziej toksyczna, obserwują to wszyscy, jak kraj długi i szeroki, a cudzoziemca, czyli mnie, jeszcze bardziej przytłacza tam wrażenie, że każde kolejne poszukiwanie pracy czy próby jej zmienienia są, pomimo rosnącego doświadczenia, trudniejsze od poprzednich, warunki dostępu do coraz gorszych miejsc pracy coraz bardziej wyśrubowane. Barcelona w zeszłym roku była naszą pierwszą próbą wyrwania się z Tory Britain, ale mój mąż nie dostał tam pracy, na jakiej mu zależało.

Tak więc, odetchnąłem z ulgą.

Amsterdam (8)

Czytaj dalej

Konkurs ma zwycięzcę!

W czerwcu zachęcałem Was, byście się zapisali na powiadomienia o każdej nowej publikacji na JaroslawPietrzak.com drogą mailową. Obiecałem, że spośród tych, którzy się zapiszą, do końca lipca wylosuję jedną osobę, która otrzyma egzemplarz Smutków tropików (z autografem).

Wylosowałem: książkę otrzyma Krzysztof Kondrat, kiedy odpowie na mojego maila i poda mi adres, pod który książka może zostać wysłana.

(Na zdjęciu powyżej: Baiz Ash)

Jestem na Facebooku i Twitterze.

ksiazka-5

Mohammed Assaf i Gaza

Palestyński wokalista Mohammed Assaf ma dzisiaj (15 lipca 2018) wystąpić w Londynie, na jednorazowym koncercie (Logan Hall, Unversity College London UCL). Koncert zbiega się niestety z nową ofensywą Izraela na oblężoną z każdej strony strefę Gazy. Wczoraj miał bowiem miejsce najcięższyszy atak, jakiego Gaza doświadczyła od czasu operacji Protective Edge w 2014.

Ten piękny a skromny chłopak o jeszcze piękniejszym głosie jest urodzonym w libijskiej Misracie, w 1989, palestyńskim uchodźcą. Mohammed Assaf wychował się w obozie Chan Junis (Khan Younis) w Gazie. Pięć lat temu, w czerwcu 2013 zwyciężył w drugiej edycji programu Arab Idol na antenie satelitarnej telewizji MBC; już przed finałem był największą sensacją konkursu – pisała o nim wtedy prasa na całym świecie, daleko poza światem arabskim.

Samo wydostanie się z Gazy (blokada) na wstępne przesłuchania w Kairze zajęło mu dwa dni. Kiedy już dotarł do hotelu w egipskiej stolicy, w którym się odbywały, okazało się, że się spóźnił. Kandydaci byli przesłuchiwani na podstawie biletów z przypisanymi im ściśle wyliczonymi okienkami czasowymi. Bilety już się skończyły, więcej nie wydawano. Inny chłopak usłyszał jednak jego głos i oddał mu swój bilet, mówiąc: „Ja się tu chciałem tylko sprawdzić, ale do finału nie dotrę. Ty dotrzesz”.

Jego historia jest tematem filmu Hany’ego Abu Assada Idol z ulicy (Ya Tayr El Tayer) z 2015 roku. Hany Abu Assad to ten sam twórca, który zrobił Paradise Now i Omara (ale film nie jest aż tak dobry jak tamte dwa).

Assaf jest kolejnym przypadkiem mnogości form, indywidualnych i zbiorowych, politycznych i symbolicznych, jakie przyjmuje opór Palestyńczyków wobec usiłującego ten opór wszelkimi sposobami zmiażdżyć bezwzględnego kolonialnego mocarstwa. Gdzie mocarstwo chce ich biologicznie wyniszczyć, zatruwając im wodę, odcinając dostawy prądu do szpitali, odstrzeliwując im nogi – oni pozostają piękni. Gdzie mocarstwo bombardowaniami, dronami, kulami snajperów, porywaniem dzieci i torturowaniem ich w wojskowych więzieniach usiłuje zepchnąć ich do stanu przestraszonych zwierząt – oni zachowują nienaruszone najbardziej wyjątkowe ze składników człowieczeństwa, takie jak zdolność do świadomego tworzenia piękna. Gdzie mocarstwo usiłuje skazać ich na osamotnienie i zapomnienie przez resztę świata, odcinając ich środkami militarnej blokady, murem apartheidu i checkpointami, korumpując rządy, by nie wyrażały w tej sprawie woli swoich ludów – oni pozostają w sercach tych ludów, od Marakeszu po Muskat, i w wielu innych miejscach na świecie.

I w swoim niestrudzonym przywiązaniu do życia, w swojej niezmordowanej niezgodzie na rezygnację z godności, nie przestają wymyślać sposobów, by swojemu oprawcy i jego imperialnym sojusznikom, regionalnym i światowym, po raz kolejny powiedzieć, że wciąż tu są, nie zniknęli, nigdzie się nie wybierają i nie zamierzają się poddać. Mogą np. przechwycić w tym celu nadawany do setek milionów odbiorców banalny telewizyjny format, skopiowany z Zachodu w procesach kulturalnego imperializmu przez korporację telewizyjną zdradzieckiego regionalnego mocarstwa, które sprzymierzyło się z ich oprawcami (MBC Group to korporacja o kapitale saudyjskim), a swoim oprawcom zagrać na nosie tuż za ich granicami (program produkowany jest w Bejrucie, ex aequo z Kairem muzycznej stolicy świata arabskiego).

Jarosław Pietrzak

Jestem na Facebooku i Twitterze.

Prośba – albo konkurs z nagrodą!

EDIT: Konkurs jest już zamknięty, zwycięzca wylosowany. Ale zapisywać się na powiadomienia mailem wciąż nie zaszkodzi!

Kiedyś Facebook był głównym źródłem ruchu na mojej stronie/blogu i najważniejszym kanałem, za pomocą którego utrzymywałem kontakt z regularnymi Czytelnikami, a także docierałem do nowych. Niektóre moje teksty miewały tam setki udostępnień.

Od dwóch lat liczba odwiedzin mojej strony/bloga referowanych przez Facebooka systematycznie spada. Nie jest to mój problem indywidualny, fenomen ten uderzył globalnie we wszystkich niszowych autorów i wydawców.

Facebook od czasu do czasu zmienia algorytm, który rządzi widocznością wszystkiego, co udostępniamy na publicznych stronach oraz własnych indywidualnych profilach na łamach największego portalu społecznościowego.

Początkowo w przycinaniu zasięgów chodziło głównie o to, żeby wydawców przycisnąć i przymuszać do płatnego promowania przynajmniej niektórych postów. Dziś nawet promowane posty spotykają się z coraz słabszą odpowiedzią, wymuszając coraz większe wydatki na takie promocje. Dzieje się tak na pewno nie tylko dlatego, że stron jest dziś na Facebooku więcej niż dwa lata temu, więc większa jest i konkurencja o uwagę. Ale też coraz częściej posty nie są w ogóle dopuszczane do promocji lub grzęzną na dwa dni w procesie „weryfikacji”, bo są „polityczne”. A okazuje się, że jak nie jesteś New York Timesem, BBC albo Gazetą Wyborczą, to nie jesteś zaufanym/godnym zaufania wydawcą/autorem opinii politycznych. Facebook rozmyślnie ścina dziś zasięgi małych lub alternatywnych publikacji i utrudnia im nawet promowanie się za pieniądze.

Untitled

Taką de facto korporacyjną cenzurą Facebook i inne technologiczne giganty pośredniczące dziś w obiegu treści publikowanych w sieci odpowiedziały na źle postawiony problem „fake news” przy ostatnich wyborach prezydenckich w USA, skandal z Cambridge Analytica, itd.

Oczywiście, komuś z Was mogło się najzwyczajniej znudzić to, co wypisuję, albo zassało Was gdzieś w inne zakątki internetu, bo przecież ciekawe rzeczy można poczytać w rożnych miejscach, a doba ma tylko 24 godziny. Ja to wszystko rozumiem. Niemniej jednak, jeśli moje pisanie (i czasem moje obrazki) wciąż Cię interesują, ale faktycznie jakoś rzadziej niż kiedyś słyszysz ode mnie na Facebooku, albo np. rzadko go używasz – to zależy mi na tym, żeby mieć też inny niż przez Facebooka kontakt z Tobą, choćby po to, żeby Ci dać znać, kiedy już uda mi się dopiąć i wydać tę moją pierwszą powieść.

I tu przychodzi moment na tytułową tego komunikatu prośbę. Po prawej stronie u dołu Twojego ekranu powinien figurować taki nieduży plusik, a przy nim słowo Obserwuj (lub odpowiednik w innym języku). Po kliknięciu pozwalają one się zapisać, przez podanie adresu email, na powiadomienia wysyłane tamże o każdym nowym tekście lub poście na JaroslawPietrzak.com.

scrnsht

Żeby Was trochę do tego kroku zachęcić, to niniejszym deklaruję, że spośród wszystkich, które i którzy zapiszą się w ten sposób do końca lipca 2018 roku, wylosuję osobę, której podaruję egzemplarz moich Smutków tropików z autografem!

Nie wiem, jak bardzo atrakcyjna jest to zachęta, ale w zamian za tak niewielki wysiłek – może całkiem spoko? 😉

UPDATE: Nie pomyślałem o tych, którzy mają konta na WordPressie, bo np. sami prowadzą tu bloga! Wtedy ta opcja z możliwością dodania adresu email niekoniecznie się nawet pojawia, a zamiast tego blog od razu zapisuje się do WordPressowego „Readera”, żeby powiadomienia wyskakiwały tam. Jeżeli tak jest w Twoim przypadku, to jednocześnie napisz do mnie na

  • jaroslaw . pietrzak małpa gmail . com

żebym miał jak się z Tobą skontaktować, gdybym to Ciebie wylosował! 😊

Na zdjęciu u góry: Jonathan Soukali

(bo przykuwa skubany wzrok, tym swoim uśmiechem 😉 )

 

autoportret