Kiedyś będzie po wszystkim. Nawet ludobójstwo Palestyńczyków w Gazie i wojny rozpętywane dziś przez Izrael na kolejnych frontach w kolejnych państwach Lewantu dobiegną kiedyś końca.
Owszem, potworna liczba ludzkich istnień do tego czasu zostanie przerwana aktami brutalnej, nieludzkiej przemocy jednej z najpotężniejszych armii świata, wspieranej przez Imperium Amerykańskie. Potworna będzie świadomość ostatecznych liczb, kiedy wszystkie ofiary zostaną policzone – te jak dotąd wciąż pod gruzami; te, które zmarły z zimna, głodu i chorób wywołanych zrzuconą na nich przez Izrael katastrofą; oraz te, których ciał nigdy nie uda się zidentyfikować, bo izraelskie bomby albo rozerwały je na strzępy, albo sprawiły, że ciała te umierając od razu wyparowały.
Kiedyś jednak nawet to piekło dobiegnie końca. Zginie jeszcze wielu ludzi, ale Palestyńczycy – jako lud, jako naród, jako społeczeństwo, jako kultura – nie zostaną nigdy wymazani z powierzchni Ziemi, nie przestaną istnieć. Pastor Munther Isaac z Betlejem miał rację (rok temu): Palestyńczycy przetrwają. Zapłacą potwornie wysoką cenę, ale i tak przetrwają.
Kiedy będzie po wszystkim, kolejne pokolenia w językach rozlicznych ludów tego świata będą mówiły, że ktoś jest „odważny jak Palestyńczycy”, „niezłomny jak Palestyńczycy”, „wytrwały jak Palestyńczycy”, „szlachetny jak Palestyńczycy”. A z drugiej strony: „zły, podły jak Izraelczycy”, „niemoralny, tchórzliwy jak syjoniści”.
Kiedy będzie po wszystkim, błękitna gwiazda Dawida zostanie uniwersalnie rozpoznawalnym symbolem krańcowego zła, jak w XX w. swastyka (obydwa symbole skradzione swoim pierwotnym kontekstom religijnym przez ludobójcze, rasistowskie projekty polityczne).
Kiedy będzie po wszystkim, „organizacjom terrorystycznym” z dyskursu naszych mediów, Hamasowi i Hezbollahowi, Historia znajdzie miejsce w jednym rzędzie z sipajami, którzy w 1857 r. wszczęli największą antykolonialną rewoltę drugiej połowy XIX w., wzniesioną przeciwko największej imperialnej potędze tamtych czasów, Wielkiej Brytanii, przez żołnierzy dwu wyznań, hinduizmu i islamu, w bezpośredniej reakcji na obrazę wymierzoną równolegle przez Imperium jednej i drugiej religii. Dziś taką potęgą są Stany Zjednoczone, imperialny patron Izraela, nadzorujący izraelskie ludobójstwo z bezpiecznej odległości.
Kiedyś będzie po wszystkim – choć nie wiemy jeszcze, jak to się skończy. To prawda, świadomość, że nie wiemy, jest bardzo uciążliwa.
Izrael przegra, bo zapadnie się pod ciężarem własnych sprzeczności i konsekwencji wojennej przemocy, jaką rozpętał, zbyt wielkich na możliwości tak małego państwa, nawet jeśli uzbrojonego po zęby? Wtedy Palestyńczycy okażą się tymi, którzy stali na pierwszej linii, walcząc przeciwko osunięciu się świata w katastrofę „eksterminizmu”, jednego z czterech scenariuszy przyszłości zarysowanych przez Petera Frase’a (tego najbardziej ponurego).
Izrael wygra, bo wsparcie otrzymywane przezeń z Zachodu, a w szczególności ze Stanów Zjednoczonych, pozwoli mu jednak zwyciężyć na kolejnych frontach otwieranych od października 2023 r.? Wówczas Palestyńczycy przejdą do ogólnoludzkiej pamięci jako ci, którzy próbowali stawiać tej przyszłości heroiczny opór, pozostawieni samym sobie przez prawie cały świat. Bo świat, który się wyłoni z ewentualnego zwycięstwa Izraela dzisiaj, epoka Frase’owego eksterminizmu, będzie dystopią straszniejszą niż większość tego, co chcielibyśmy sobie dziś wyobrazić.
Kiedy będzie po wszystkim, wy, którzy od piętnastu już miesięcy albo milczycie, albo uprawiacie skandalicznie amoralny prawdopośrodkizm, albo nawet wciąż bronicie Izraela, nawet jeśli, na wszelki wypadek, buforujecie to asekuracjami, że Netanjahu może trochę przesadza – kiedy będzie po wszystkim, zaczniecie udawać, że tak naprawdę zawsze byliście przeciwko temu ludobójstwu. Bo jakże moglibyście nie być przeciwko, przecież jesteście „dobrymi ludźmi”?
Tak naprawdę zawsze wiedzieliście, kto tu jest good guys, kto tu jest bad guys. Tak będziecie wtedy udawać. Pewnie będziecie też nerwowo szukać starych statusów na Facebooku, postów na Twitterze, pardon, na X, starych zdjęć profilowych. Czy gdzieś tam kiedyś nie zawiesiliście sobie głupio na gębie biało-błękitnej flagi z tą nieszczęsną gwiazdą, swastyką naszych czasów? Będziecie wygadywać różne bzdury, licząc na to, że wasze milczenie, wasz prawdopośrodkizm, albo te wasze niby-potępienia Izraela, ale nigdy nie całego, i zawsze jakoś tak dziwnie skupione bardziej na tym, co zrobił Hamas. Jakby wszystko się zaczęło 7 października. A przecież się nie zaczęło, wręcz przeciwnie, wtedy coś się właśnie skończyło. Skończyła się epoka bezkarnego spychania sprawy palestyńskiej – największej niesprawiedliwości naszych czasów – na najdalsze pobocze światowej polityki oraz robienia interesów nad kopanym tej sprawie grobem.
Kiedy będzie po wszystkim, będziemy doskonale pamiętać, co mówiliście – i o czym milczeliście. Nie zmyjecie tego z siebie nigdy. Nigdy nie przestaniemy już postrzegać was przez ten filtr. Wszystkie wasze wymówki i erystyczne wygłupy – udawanie „wrażliwości na kwestie żydowskie”, „obaw o powrót antysemityzmu”, „konieczności pamięci o Zagładzie” – będą dla nas tylko tym właśnie, wymówkami i wygłupami. Intelektualnymi i moralnymi kompromitacjami. Kiedy będzie po wszystkim, będziemy doskonale wiedzieć, że wszystkie te wasze rozważania wciąż o antysemityzmie – kiedy to „Państwo Żydowskie”, ono samo tak o sobie mówi, dokonuje ludobójstwa nie-Żydów, a nie na odwrót – nie były formą krytyki rasizmu, nie były formą antyrasizmu. Były formą praktyki rasizmu.
Kiedy będzie po wszystkim, będziemy doskonale wiedzieć, za każdym razem, gdy na was spojrzymy, o co wtedy szło tak naprawdę. Że trzęśliście dupami o niemieckie czy amerykańskie stypendia albo inne liberalne granty. Że trzęśliście dupami przed ostracyzmem liberalnych rasistów, od których zależał jakiś przelewik czy kontrakcik, tudzież dostęp do studia telewizyjnego czy redakcji. Że trzęśliście dupami, bo jakiś reżyser, profesor czy dyrektor, ze strony którego macie kiedyś nadzieję na jakiś może angaż czy współprackę, bierze przecież granty w szeklach albo jeździ na „projekty” do państwa osadniczego położonego w Palestynie. Wszystko to będziemy wiedzieli – za każdym razem, gdy na was spojrzymy, za każdym razem, gdy otworzycie do nas usta. Nigdy już temu nie umkniecie. Brace yourselves.
Kiedy będzie po wszystkim, nie będzie nas już interesowało nic, co jeszcze kiedykolwiek będziecie mieć do powiedzenia. O czymkolwiek. Nie będziemy już czytać waszych książek, oglądać waszych filmów, rozważać waszych opinii. Jeżeli w obliczu czegoś takiego, czegoś tak oczywistego i czytelnego – zbrodni tak bezprecedensowych, że nawet Trzecia Rzesza zaczyna przy nich lepiej wyglądać – nie mieliście opinii albo mieliście opinie kretyńskie lub całkowicie amoralne, dlaczego miałoby nas kiedykolwiek jeszcze interesować, co myślicie na jakikolwiek temat na tym świecie?
Kiedyś będzie po wszystkim. Jak wy sobie wtedy spojrzycie w oczy? Nie wiem – i prawdę mówiąc nie chcę już wiedzieć.
Jarosław Pietrzak