Niemiecka nerwica antypalestyńska

Środowiskami twórców, kuratorów i administracyjnych zarządców kultury w Niemczech nie przestają wstrząsać skandale wynikające z ofensywy niemieckiego państwa przeciwko wszelkim formom solidarności z Palestyńczykami. Niezmordowani poszukiwacze niemieckich cnót, nawet jeśli dostrzegają chybiony charakter tej polityki, mają tendencję do jej usprawiedliwiania i doszukiwania się w niej przesadzonej pokuty tego społeczeństwa za jego historyczne winy, w szczególności rasistowskie zbrodnie na europejskich Żydach. Ale czy przypadkiem nie mamy tu do czynienia z czymś zupełnie odwrotnym, nie żadną pokutą za dawny rasizm, a kontynuacją tradycji niemieckiego rasizmu, z którą nigdy nie zerwano?

Czytaj dalej

Lana Del Rey, Eurowizja i bojkot Izraela

Wygląda na to, że kontrowersje, jakie latem bieżącego roku wybuchły wokół dwóch imprez kulturalnych w Niemczech, to była zaledwie rozgrzewka. Przypomnijmy.

Najpierw odbywające się w Bochum Ruhrtriennale anulowało występ rapowego trio ze Szkocji, Young Fathers – na wieść o ich otwartym poparciu dla kampanii kulturalnego bojkotu Izraela. Izraelskie lobby w Niemczech cynicznie eksploatuje niemieckie poczucie winy związane z hitlerowską zagładą Żydów i skutecznie (z sukcesami w Bundestagu) przepycha tam narrację, że bojkot Izraela to kampania antysemicka. Dlatego takim zaskoczeniem była dla organizatorów międzynarodowa burza, jaką ta decyzja wywołała w światowym środowisku muzyków i twórców kultury. Young Fathers dostali tyle wsparcia, a na organizatorów spadły takie gromy, że ci ostatni odwołali swoją decyzję i zaprosili Young Fathers ponownie. Tym razem to Young Fathers je w proteście odrzucili.

Wkrótce potem organizowany w Berlinie Pop-Kultur Festival spotkał się z serią anulowanych koncertów, gdy artyści dowiedzieli się, że wśród sponsorów imprezy jest ambasada Izraela – powołali się na szacunek dla palestyńskiego apelu o bojkot.

Czytaj dalej

Znaczenie Chan al-Ahmar

Tekst ukazał się 19 września 2018 na łamach portalu Strajk.eu. Dziś, 1 października upływa ultimatium postawione mieszkańcom Chan al-Ahmar przez izraelskie władze, po którym wojsko najpewniej zrówna Chan al-Ahmar z ziemią, a mieszkańców przemocą przesiedli.

Mała wioska palestyńskich Beduinów, poniżej 200 mieszkańców, znów na ustach całego świata. Po wieloletniej prawnej batalii Sąd Najwyższy Izraela usunął wszystkie prawne przeszkody przed zrównaniem jej przez izraelską armię z ziemią na potrzeby nowego żydowskiego osiedla (albo też ekspansji stojącego nieopodal Kfar Adumim). Wioska jest już otoczona przez izraelskie wojsko i policję, buldożery już usuwają przeszkody postawione przez mieszkańców Chan al-Ahmar celem spowolnienia wyburzenia. Do wioski przybyły dziesiątki aktywistów, którzy koczują tam, by stawiać opór wraz z mieszkańcami. Zaprotestowała Unia Europejska, ostrzegając, że uzna to za zbrodnię wojenną. Francja, Niemcy, Włochy, Hiszpania i Wielka Brytania wydały rzadko spotykane wspólne stanowisko, w którym stanowczo sprzeciwiły się wyburzeniu wioski i ostrzegły przed „poważnymi konsekwencjami”. Nawet przedstawiciele proizraelskiego lobby w europejskich stolicach (jak Emily Thornberry, niby-ministra spraw zagranicznych w labourzystowskim gabinecie cieni w Londynie, znana z tego, że należy do Labour Friends of Israel) protestują i wyrażają swoje oburzenie.

Czytaj dalej

Zbigniew Preisner zaangażowany politycznie, albo Co mają w głowach polscy artyści?

Excuse my French, ale – nasrane. Mają w nich nasrane.

Zacznę jednak od Krystyny Jandy.

Czytaj dalej

Londyn, 9 sierpnia 2014, demonstracja solidarności z Palestyną

Przemoc Izraela

Przemoc Izraela w stosunku do Palestyńczyków przyjmuje formy tak okrutne i szokujące, stosowane na taką skalę, że nawet odruchowy sprzeciw i publiczne potępienia bardzo często sprawiają wrażenie bezradnych, w jakiś sposób nieadekwatnych, do tego stopnia, że czasem niemal strzelają kulą w płot.

Czytaj dalej

Czy aktywistki i aktywiści z Jewish Voice for Peace mieliby z kim rozmawiać w Polsce?

17 lipca zrzeszająca postępowych amerykańskich Żydów organizacja Jewish Voice for Peace opublikowała list otwarty, pod którym wraz z nią podpisało się czterdzieści żydowskich organizacji z całego świata – od Kanady i Wielkiej Brytanii przez Niemcy i Holandię po Republikę Południowej Afryki i Australię. Sygnatariusze wyrazili sprzeciw wobec oszczerczego zrównywania krytyki i bojkotu Izraela z antysemityzmem oraz swoje poparcie dla prawa do bojkotu Izraela jako uprawnionej formy oddolnego politycznego działania w solidarności z Palestyńczykami. Jest to odpowiedź na szereg kampanii oszczerstw, z których największą jest ta wymierzona w Wielkiej Brytanii w przewodniczącego Partii Pracy Jeremy’ego Corbyna. Dodatkowym kontekstem było nadchodzące nieuchronnie (przegłosowane dwa dni później) uchwalenie przez izraelski parlament ustawy ostatecznie cementującej charakter Izraela jako reżimu apartheidu, co stanowi dodatkowy argument za traktowaniem Izraela tak, jak kiedyś RPA.

Polska: nikt nie woła

Smutno, ale bez zaskoczeń: wśród sygnatariuszy nie ma ani jednej organizacji z Polski.

Tak, zgadliście, postanowiłem więc do nich w tej sprawie napisać.

Czytaj dalej

Mohammed Assaf i Gaza

Palestyński wokalista Mohammed Assaf ma dzisiaj (15 lipca 2018) wystąpić w Londynie, na jednorazowym koncercie (Logan Hall, Unversity College London UCL). Koncert zbiega się niestety z nową ofensywą Izraela na oblężoną z każdej strony strefę Gazy. Wczoraj miał bowiem miejsce najcięższyszy atak, jakiego Gaza doświadczyła od czasu operacji Protective Edge w 2014.

Ten piękny a skromny chłopak o jeszcze piękniejszym głosie jest urodzonym w libijskiej Misracie, w 1989, palestyńskim uchodźcą. Mohammed Assaf wychował się w obozie Chan Junis (Khan Younis) w Gazie. Pięć lat temu, w czerwcu 2013 zwyciężył w drugiej edycji programu Arab Idol na antenie satelitarnej telewizji MBC; już przed finałem był największą sensacją konkursu – pisała o nim wtedy prasa na całym świecie, daleko poza światem arabskim.

Samo wydostanie się z Gazy (blokada) na wstępne przesłuchania w Kairze zajęło mu dwa dni. Kiedy już dotarł do hotelu w egipskiej stolicy, w którym się odbywały, okazało się, że się spóźnił. Kandydaci byli przesłuchiwani na podstawie biletów z przypisanymi im ściśle wyliczonymi okienkami czasowymi. Bilety już się skończyły, więcej nie wydawano. Inny chłopak usłyszał jednak jego głos i oddał mu swój bilet, mówiąc: „Ja się tu chciałem tylko sprawdzić, ale do finału nie dotrę. Ty dotrzesz”.

Jego historia jest tematem filmu Hany’ego Abu Assada Idol z ulicy (Ya Tayr El Tayer) z 2015 roku. Hany Abu Assad to ten sam twórca, który zrobił Paradise Now i Omara (ale film nie jest aż tak dobry jak tamte dwa).

Assaf jest kolejnym przypadkiem mnogości form, indywidualnych i zbiorowych, politycznych i symbolicznych, jakie przyjmuje opór Palestyńczyków wobec usiłującego ten opór wszelkimi sposobami zmiażdżyć bezwzględnego kolonialnego mocarstwa. Gdzie mocarstwo chce ich biologicznie wyniszczyć, zatruwając im wodę, odcinając dostawy prądu do szpitali, odstrzeliwując im nogi – oni pozostają piękni. Gdzie mocarstwo bombardowaniami, dronami, kulami snajperów, porywaniem dzieci i torturowaniem ich w wojskowych więzieniach usiłuje zepchnąć ich do stanu przestraszonych zwierząt – oni zachowują nienaruszone najbardziej wyjątkowe ze składników człowieczeństwa, takie jak zdolność do świadomego tworzenia piękna. Gdzie mocarstwo usiłuje skazać ich na osamotnienie i zapomnienie przez resztę świata, odcinając ich środkami militarnej blokady, murem apartheidu i checkpointami, korumpując rządy, by nie wyrażały w tej sprawie woli swoich ludów – oni pozostają w sercach tych ludów, od Marakeszu po Muskat, i w wielu innych miejscach na świecie.

I w swoim niestrudzonym przywiązaniu do życia, w swojej niezmordowanej niezgodzie na rezygnację z godności, nie przestają wymyślać sposobów, by swojemu oprawcy i jego imperialnym sojusznikom, regionalnym i światowym, po raz kolejny powiedzieć, że wciąż tu są, nie zniknęli, nigdzie się nie wybierają i nie zamierzają się poddać. Mogą np. przechwycić w tym celu nadawany do setek milionów odbiorców banalny telewizyjny format, skopiowany z Zachodu w procesach kulturalnego imperializmu przez korporację telewizyjną zdradzieckiego regionalnego mocarstwa, które sprzymierzyło się z ich oprawcami (MBC Group to korporacja o kapitale saudyjskim), a swoim oprawcom zagrać na nosie tuż za ich granicami (program produkowany jest w Bejrucie, ex aequo z Kairem muzycznej stolicy świata arabskiego).

Jarosław Pietrzak

Jestem na Facebooku i Twitterze.