Ekwiwalent

Treatment

(projekt scenariusza filmu fabularnego)

Z reżyserką Katarzyną Klimkiewicz (Flying Blind) rozwijaliśmy kiedyś taki projekt filmu fabularnego.

Jego geneza tkwiła w innym scenariuszu, który napisałem kilka lat wcześniej, ale nie udało mi się nic z nim zrobić; zatytułowany był Banita. Klimkiewicz przeczytała ten scenariusz chyba w 2012, a może 2011 roku i choć się jej podobał, to jednak nie widziała samej siebie w jego estetyce, sama by takiego filmu nie zrobiła. Spodobał się jej natomiast bardzo jeden z mniejszych wątków w tej całej historii – o tym, jak główny bohater pracował w wypożyczalni wideo. Wątek był to w pewnym stopniu autobiograficzny (pracowałem w wypożyczalni wideo, jak miałem 20 lat, przez pół roku).

Był to tylko fragment większej całości, ale Klimkiewicz z grupą innych młodych filmowców (większość była wówczas przed debiutem fabularnym) chcieli wtedy przekonać TVP do realizacji serii niskobudżetowych, średniometrażowych filmów, które pozwoliłyby im zaistnieć i skonfrontować się wreszcie z publicznością. Każdy miał być osobną małą historią na własnych prawach, z różnymi bohaterami, itd., i Klimkiewicz chciała wydobyć z mojego Banity ten jeden wątek i rozbudowując go, zrobić z niego taką autonomiczną historię.

Z serii średniometrażowych filmów nic w TVP, jak zwykle, nie wyszło. Po dłuższym czasie nic-z-tego-nie-wychodzenia wymyśliliśmy, że mamy tak naprawdę dość materiału na film pełnometrażowy, taki powiedzmy na 80-90 minut, więc dyskutowaliśmy, aż napisałem wersję pełnometrażową, pt. Ekwiwalent, którą potem jeszcze rozkminialiśmy razem w kilku intensywnych sesjach bardzo zabawnej współpracy.

Ostatecznie projekt jednak umarł. Nie udało nam się znaleźć żadnego producenta, który by zaskoczył, dlaczego nas ta historia tak rajcowała. Co ciekawe, ich reakcje były wszystkie identyczne, jak byśmy cały czas rozmawiali w kółko z tym samym człowiekiem. Szybko zajarzyliśmy, że ich odrzucenie wynikało bez wyjątku z przyjętej przez nas klasowej perspektywy na zwyczajność tej strony Polski po transformacji, której „liberalny” (nad Wisłą to tylko w cudzysłowie) nurt polskiej kultury odmawiał rejestrować. Spróbowaliśmy więc wtedy w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej, w nadziei, że gdybyśmy tam jakieś wstępne dofinansowanie zdobyli na pracę nad scenariuszem, to może by nam się potem inaczej rozmawiało z producentami. PISF jednak również odrzucił nasz projekt.

To jest ostatnia wersja tekstu, ta, którą złożyliśmy w 2014 w PISF. Można ją też pobrać w pliku PDF (Ekwiwalent treatment), bo to jednak kilkanaście stron tekstu.

Można też przeczytać inny mój treatment, Niszczenie obrazów.

Kasia_brick_wall_2

Katarzyna Klimkiewicz w Londynie w 2014

Czytaj dalej

Reklamy

Malarstwo Tomasza Przychodzkiego

Jedną z uderzających właściwości malarstwa Tomasza Przychodzkiego jest ten wyraźny kontrast pomiędzy jego pracami. Jedne z nich lśnią światłem (niejednokrotnie najdosłowniej, bo Przychodzki lubi posługiwać się złotem jako kolorem); ujmują pogodnymi, jasnymi barwami; wydają się otwierać nieograniczoną przestrzeń. Inne osaczają mrokiem, który odbiera kolorom życie; wydają się zatłoczone albo oferują niewiele przestrzeni, która nie proponuje wyjścia ze stanu smutku czy rozpaczy. To samo złoto, które gdzie indziej migotało uwodzącym światłem, w tych drugich spływa raczej po płaszczyźnie płótna ciężkimi łzami. Jest to bardzo emocjonalne malarstwo, dla którego punktem wyjścia jest zwykle wspomnienie momentu intensywnego przeżycia – albo euforycznego szczęścia, albo paraliżującego smutku. Ciekawe u Przychodzkiego jest to, jak bardzo – choć nie zawsze na pierwszy rzut oka – te prace są naładowane erotycznie. Dotyczy to zarówno tych zatrzymujących na płótnie pamięć momentu szczęścia, jak i tych traktujących o rozpaczy. I szczęście, i smutek, są tutaj stanami splecionymi z seksualnym pragnieniem, z erotycznym doświadczeniem, z rozkoszą spełnienia, melancholią utraty lub odrzucenia. Ten erotyzm malarstwa Przychodzkiego bywa wyłożony explicite, w nasyconych tęsknotą lub naznaczonych urazem przedstawieniach ciał lub twarzy, ale bywa też poukrywany, zaszyfrowany w innych obiektach.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

 

Ten krótki tekst powstał jako wprowadzenie do wystawy malarstwa Tomasza Przychodzkiego w klubokawiarni Księgarnia w Sosnowcu (w dniach 12-26 maja 2016).

Jestem na Facebooku i Twitterze.