Naturalna rodzina nie istnieje

Kiedy prawica broni rodziny – przed gejami, lesbijkami, edukatorami seksualnymi, feministkami – używa dwóch tropów: rodziny „tradycyjnej” i rodziny „naturalnej”. Dyskurs o tradycji, umocowany w katolicyzmie, miał dotąd w Polsce większe wzięcie, taki mamy klimat, ale nawet polska prawica uczy się od swoich mistrzów na Zachodzie i rozwija też bardziej „nowoczesny” wariant swojego dyskursu.

Według prawicowych organizacji „naturalna rodzina” jest wtedy, kiedy mężczyzna spotyka kobietę i oni pragną siebie nawzajem, aby mieć razem dzieci – „jak Pan Bóg przykazał”. Jednak samo to to już jest kultura, nie natura. Naturalna rodzina nie istnieje. Rodzina, każdy jej model, jest instytucją społeczną, instytucją danej kultury, przyjmującą różne formy, a nie spontanicznym wytworem natury.

Oczywiście, rodzina prosi się o to, żebyśmy ją postrzegali jako najbardziej naturalną z międzyludzkich relacji. Wszyscy przychodzimy na świat w rodzinach – w końcu wystarczy, żeby twoja matka cię urodziła, i już jest to rodzina: ty i twoja matka, nawet, gdy nie ma wokół nikogo więcej. Klasycy teorii ideologii uczyli nas jednak: im bardziej coś pozoruje swoją „naturalność”, tym bardziej prawdopodobne, że mamy do czynienia z czystą ideologią. Od „prawa naturalnego” po „naturalny porządek”.

Kiedy homo sapiens wkracza na arenę pradziejów, już żyje w społeczeństwach, już żyje w kulturze, czyli w swojej „drugiej naturze” (nawet jeżeli jej warstwa jest jeszcze cienka), przejętej i rozwijanej po hominidach, które nas poprzedzały. Już używa narzędzi, już myśli jakimiś symbolicznymi strukturami – o swojej relacji do otaczającego go świata i o swoich relacjach z innymi ludźmi. Myślenie o rodzinie, o stosunkach pokrewieństwa, wcale niekoniecznie wyszło od „poprawnego” rozumienia biologicznej relacji między stosunkiem seksualnym a rozmnażaniem, pomiędzy rolą mężczyzny i kobiety w zapłodnieniu, i tak dalej.

Czytaj dalej

W łóżku z Chopinem

Państwowy Instytut Wydawniczy wydał Korespondencję Fryderyka Chopina, w redakcji Bronisława Sydowa, w 1955 roku. 65 lat zajęło Polakom przeczytanie pierwszych stu kilkudziesięciu stron pierwszego tomu, bo tyle wystarczy, żeby dotrzeć do najbardziej zmysłowych, intensywnych listów młodego Fryderyka do jego młodzieńczej miłości (sam się do niego zwraca per „kochanku”), Tytusa Woyciechowskiego.

Czytaj dalej

Banita

Mój stary scenariusz – no, rozbudowany treatment – pt. Wychowanie fizyczne wzbudził pewne zainteresowanie (kilkanaście pobrań w pierwszej godzinie od publikacji), to wrzucę jeszcze jeden utwór z tej beczki, czyli w pokrewnej tematyce (LGBT+), również sprzed lat. Jeszcze jeden motyw czyni go na swój sposób – niespodziewanie – na czasie: jest w nim (fajna chyba) scena z… Romanem Giertychem w tle.  

Czytaj dalej

Wychowanie fizyczne

Dzisiaj dzień coming outu, więc postanowiłem z tej okazji wygrzebać coś z czasów, kiedy próbowałem pisać scenariusze filmowe. Z żadnego z nich nigdy ostatecznie nic nie wyszło, ale szczególnie trudno było mi zrobić cokolwiek (nawet złożyć go gdzieś do rozpatrzenia) z tekstem pt. Wychowanie fizyczne. Może kogoś zainteresuje, może komuś się przyda. Tekst jest z roku 2008. Jest w temacie.

Czytaj dalej

Putin, Kreml, cyrylica, Ruscy

Gdy Bernie Sanders zaczął wygrywać w Partii Demokratycznej pierwsze prawybory, MSNBC, „New York Times” i „Washington Post” odkryły, że Rosjanie spiskują również na jego korzyść. Zwolennicy Sandersa okażą się teraz marionetkami Putina, jak – powiedzmy – „żółte kamizelki” we Francji. Lewica w USA i Francji zwija się ze śmiechu, gdy czyta lub słyszy takie rzeczy, bo rozumie, kto i po co wytwarza takie rewelacje – żeby dyskredytować wszystko, co nie po myśli hegemonicznego neoliberalnego skrajnego centrum, coraz trudniejszego do odróżnienia od skrajnej prawicy. Inaczej sytuacja wygląda w Polsce, gdzie wątki i klisze rusofobiczne trafiają na podatny grunt nawet na lewicy.

Czytaj dalej

Filmowcy, PRL i neoliberalizm

Piotr Czerkawski w swojej książce Drżące kadry: Rozmowy o życiu filmowym w PRL-u pomieścił wywiady z trzynastoma polskimi filmowcami, którzy tworzyli lub rozpoczynali swoje kariery w epoce „realnego socjalizmu”. Wielką zaletą książki jest różnorodność rozmówców, reprezentujących różne pokolenia i podejścia do kina, od magnatów po skromnych dokumentalistów. Są to: Jerzy Hoffman, Kazimierz Kutz, Jerzy Antczak, Jerzy Gruza, Marek Piestrak, Wojciech Marczewski, Janusz Kondratiuk, Agnieszka Holland, Krzysztof Zanussi, Magdalena Łazarkiewicz, Maria Zmarz-Koczanowicz, Janusz Zaorski, Marek Piwowski.

Jedna z pierwszych recenzji książki (w “Polityce”) przedstawiła Czerkawskiego jako „bon-vivanta rodzimej krytyki filmowej”. Być może tak właśnie należy postrzegać sposób, w jaki Czerkawski zagaduje swoich rozmówców: wchodzi z nimi w komitywę, już się z nimi przyjaźni (takie odnosimy wrażenie), albo zaprzyjaźnić się chce w trakcie tej rozmowy. Pyta w taki sposób – i o takie rzeczy – żeby opowiadali o tym, co sami chcą opowiedzieć, jak sami chcą się przedstawić. Z żartownisiami (Gruza, Piwowski) żartuje, ze starszyzną (Hoffman) pochyla się nad historią, a narcyzom (Zanussi) pozwala robić sobie dobrze.

Czytaj dalej

Fałszerze książek

W listopadzie weszła w życie obniżka podatku VAT na e-booki, dotąd w arbitralny i nieuzasadniony sposób obciążane przez nasze wrogie Oświeceniu państwo stawką tego podatku (kilkakrotnie) wyższą (23%) niż książki papierowe (5%). Jak się jednak okazało, obniżka VAT-u na e-booki nie pociągnęła za sobą obniżki cen tak publikowanych w Polsce książek. Wydawcy postanowili zatrzymać różnicę dla siebie.

Może więc najwyższy czas zacząć w końcu postrzegać polskich wydawców tak, jak na to zasługują, a nie tak, jak oni by tego chcieli?

Czytaj dalej

Mit Zachodu – na lewicy

Jest to jedna z cech charakterystycznych polskiej polityki: każda opcja polityczna ma swój własny mit Zachodu, splot wyobrażeń na jego temat i jego „wiodącą ideę”, którymi straszy, uwodzi, albo jedno i drugie.

Czytaj dalej

Brzydkie słowo: Pensja

OK, w przeciwieństwie do poprzednichBrzydkich słów”, które są złe znacznie bardziej obiektywnie, niewykluczone, że tym razem to jakaś moja osobista, subiektywna obsesja. Ale – nic nie poradzę. Nienawidzę słowa pensja, dostaję od niego piany na ustach. Pewnie nie udowodnię, że jest to najgłupsze słowo świata, ale może przynajmniej uda mi się wytłumaczyć przyczyny mojej tak silnej alergii. Jeżeli gdzieś się po prostu mylę albo czegoś nie rozumiem, to zapraszam do dyskusji na Facebooku.

Czytaj dalej

Wybory, znaczenie i jego brak

Obserwując polską kampanię wyborczą i rozwijający się wokół niej ekosystem komentarzy, napotykamy sformułowania nawet tak mocne, że „będą to najważniejsze od dawna wybory polityczne w Polsce”. A co, jeśli najsmutniejszym aspektem nadchodzących wyborów, a zarazem tym, z którego najbardziej – jeśli jesteśmy realistami – musimy sobie zdać sprawę, jest coś wręcz przeciwnego: że w pewnym sensie te wybory nie mają większego znaczenia?

Na najbardziej podstawowym poziomie logiki elektoralnej – zwycięstwo PiS jest już w zasadzie przesądzone. Było zresztą od dawna. Trudno sobie wyobrazić, żeby na przestrzeni kilku tygodni, które nam zostały [tekst ukazał się pierwotnie 18 września 2019], „liberalna” (o polskim liberalizmie nie da się pisać bez cudzysłowów) opozycja otrząsnęła się ze swojego intelektualnego zatwardzenia i zrozumiała nagle, co się dzieje. Trudno sobie wyobrazić, że systematycznie marginalizowana przez „wolne”, „liberalne” media Lewica (jak niedoskonała by ona nie była), nagle dostanie skrzydeł i dyskursywne pole manewru, żeby okazać się czymś więcej niż niewielką trzecią siłą w parlamencie.

Czytaj dalej