Czy aktywistki i aktywiści z Jewish Voice for Peace mieliby z kim rozmawiać w Polsce?

17 lipca zrzeszająca postępowych amerykańskich Żydów organizacja Jewish Voice for Peace opublikowała list otwarty, pod którym wraz z nią podpisało się czterdzieści żydowskich organizacji z całego świata – od Kanady i Wielkiej Brytanii przez Niemcy i Holandię po Republikę Południowej Afryki i Australię. Sygnatariusze wyrazili sprzeciw wobec oszczerczego zrównywania krytyki i bojkotu Izraela z antysemityzmem oraz swoje poparcie dla prawa do bojkotu Izraela jako uprawnionej formy oddolnego politycznego działania w solidarności z Palestyńczykami. Jest to odpowiedź na szereg kampanii oszczerstw, z których największą jest ta wymierzona w Wielkiej Brytanii w przewodniczącego Partii Pracy Jeremy’ego Corbyna. Dodatkowym kontekstem było nadchodzące nieuchronnie (przegłosowane dwa dni później) uchwalenie przez izraelski parlament ustawy ostatecznie cementującej charakter Izraela jako reżimu apartheidu, co stanowi dodatkowy argument za traktowaniem Izraela tak, jak kiedyś RPA.

Polska: nikt nie woła

Smutno, ale bez zaskoczeń: wśród sygnatariuszy nie ma ani jednej organizacji z Polski.

Tak, zgadliście, postanowiłem więc do nich w tej sprawie napisać.

Tym bardziej, że w Polsce też mamy pewien kontekst lokalny, również bulwersujący: dosłownie trzy dni po ustawie Knessetu, w Warszawie miały miejsce uroczystości Marszu Pamięci, mające na celu uczczenie ofiar hitlerowskiej Zagłady. Główny organizator uroczystości, Żydowski Instytut Historyczny, nie miał żadnych oporów moralnych, by w takim momencie politycznym zaprosić do mikrofonu ambasadorkę państwa, które dopiero co uświęciło się formalnie jako reżimu apartheidu, Annę Azari. Inni przedstawiciele żydowskiej społeczności w Warszawie, np. obecni licznie – jak słyszałem z relacji obecnych tam znajomych – przedstawiciele Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, nie wyrazili w widoczny sposób sprzeciwu ani niezadowolenia. I to w sytuacji, kiedy uroczystości tegorocznego Marszu Pamięci poświęcone były w szczególności osobie Szmula Zygielbojma, wierzącego w równość wszystkich ludzi socjalisty z Bundu, partii antysyjonistycznej, przeciwnej żydowskiej kolonizacji Palestyny.

Najpierw napisałem więc do ŻIH. Zapytałem, co sądzą o liście JVP i czy by się może pragnęli pod nim podpisać, a także, czy nie widzą nic niestosownego w zapraszaniu przedstawicielki państwa, które trzy dni wcześniej przegłosowało taką ustawę (o mocy prawa konstytucyjnego), na uroczystości dedykowane w szczególności socjaliście z Bundu. Czy nikt nie miał z tym w ŻIH moralnego problemu i czy zamierzają kontynuować współpracę z ambasadą Izraela?

Żydowski Instytut Historyczny

W imieniu Dyrekcji Instytutu odpisała mi jej asystentka Wioletta Walewska:

Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma w Warszawie jest Instytucją apolityczną, nie angażującą się w akcje polityczne.  ŻIH stara się współpracować z instytucjami oraz organizacjami, które mogą pomóc w utrwalaniu pamięci o ofiarach Holokaustu.

Zapytałem więc, w jaki sposób współpraca ze skrajnie prawicowym reżimem rasowego apartheidu może się w ostatecznym rozrachunku dobrze odbić na pamięci żydowskich ofiar rasistowskich zbrodni innego skrajnie prawicowego reżimu? Czy taka współpraca tej pamięci nie szkodzi?

Zapytałem też, czy list podpisany kilka miesięcy temu przez ŻIH, opublikowany w dzienniku „Rzeczpospolita”, wyrażający zaniepokojenie otwarcie antysemickim językiem, jaki do głównego nurtu debaty w Polsce wpuścił „kryzys dyplomatyczny” z Izraelem wokół nowelizacji ustawy o IPN, nie był sprawą polityczną? A jednak ŻIH w tej jednoznacznie politycznej sprawie zabrał wtedy głos. Poprosiłem o wyjaśnienie różnicy między tymi dwiema równie politycznymi sprawami, do których ŻIH w tak różny sposób się jednak odnosi. Na to nie odstałem już żadnej odpowiedzi.

W następnej kolejności podjąłem próby kontaktu z pozostałymi sygnatariuszami listu otwartego z „Rzeczpospolitej”. Wtedy wyrazili zaniepokojenie rasistowskim językiem, choć sami przyznali, że nie obserwujemy dziś w Polsce wzrostu przemocy w stosunku do mniejszości żydowskiej i osób żydowskiego pochodzenia (w przeciwieństwie – przypomnienie moje – do np. muzułmanów, osób pochodzenia bliskowschodniego, Ukraińców, mniejszości seksualnych). Jeżeli kierował nimi szczery antyrasizm, z pewnością tym bardziej powinni być wstrząśnięci Ustawą o państwie narodowym, nie wspominając o snajperskim ostrzale Wielkiego Marszu Powrotu w okolicach „granicy” Gazy. Na pewno część – choć jedna z tych organizacji – wyraziłaby żal, że nie usłyszała o liście JVP na czas, ale rozważa dopisanie się do niego teraz. Czy tylko mnie wydaje się to logiczne?

Nie udało mi się skontaktować ze wszystkimi. Niektóre z organizacji żydowskich w Polsce nie mają nawet działającej strony internetowej, a w największej, jak mniemam, z gmin żydowskich (warszawskiej) nikt nie odbiera telefonów, ani też nie oddzwania.

W następnej kolejności – ponieważ przez dobrych kilka dni większość tamtych mi nie odpowiedziała – napisałem do kilku innych organizacji żydowskich w Polsce, których adresy email udało mi się znaleźć lub które podpowiedzieli mi przyjaciele i znajomi.

POLIN

Do muzeum POLIN, którego przedstawiciele byli licznie obecni na Marszu Pamięci, napisałem zaraz po ŻIH-u:

Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN urosło do rangi czołowej instytucji kulturalnej reprezentującej dziedzictwo i współczesność społeczności żydowskiej w Polsce. Piszę do Państwa, żeby zapytać, czy – świadome takiej pozycji – Muzeum POLIN, którego praca w ogromnym stopniu polega na upamiętnianiu żydowskich ofiar rasizmu, ze szczególnym uwzględnieniem hitlerowskiego ludobójstwa, zamierza zająć jakieś stanowisko w obliczu przegłosowania przez Knesset tydzień temu ustawy formalizującej w Izraelu reżim rasowego apartheidu? Czy też POLIN zamierza bez zmrużenia okiem kontynuować swoje kontakty z państwem już otwarcie, oficjalnie rasistowskim, zapraszać jego przedstawicieli (ambasadorów, itp.), uczestniczyć z nimi we wspólnych uroczystościach, itd?

Nie ukrywam, że impulsem do wysłania tego zapytania jest dla mnie obecność tak licznych przedstawicieli POLIN na niedawnym Marszu Pamięci, na którym pamięć socjalisty Szmula Zygielbojma została zszargana dopuszczeniem do mikrofonu, wkrótce po odczytaniu jego listu, ambasador reżimu rasowego apartheidu, wszystko kilka dni po tym, jak Knesset przegłosował wspomnianą ustawę; pamięć Zygielbojma została tym samym użyta, by legitymizować reżim, z którym on na pewno nie chciałby mieć nic wspólnego – łatwo to wydedukować choćby na podstawie słów z jego listu, które zostały odczytane. Sednem sprawy jest tutaj to, czy POLIN opowiada się po stronie antyrasizmu aksjologicznego, uniwersalnego, czy też wybiórczego, który nie jest niczym innym jak po prostu jeszcze jedną postacią rasizmu.

Tymczasem, niewiele wcześniej, bo 17 lipca, 40 postępowych organizacji żydowskich z całego świata, pod przewodnictwem amerykańskiej Jewish Voice for Peace, opublikowało wspólne oświadczenie, w którym wystąpiły one w obronie prawa do bojkotu Izraela (jako dostępnego społeczności międzynarodowej środka walki w obronie prześladowanych przez Izrael mieszkańców Palestyńskich Terytoriów Okupowanych i palestyńskich obywateli Państwa Izrael) oraz przeciwko próbom oczerniania krytyków polityki Izraela przez zrównywanie ich z antysemitami. Czy Muzeum POLIN rozważyłoby podpisanie się pod takim apelem? Czy rozważyłoby chociaż zastanowienie się nad tym? Jeżeli nie – dlaczego?”

W odpowiedzi napisał do mnie Jakub Woźniak, kierownik Działu Komunikacji:

dziękujemy za list, aczkolwiek wydaje się nam niewłaściwie zaadresowany. Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN nie zajmuje się współczesnymi stosunkami międzynarodowymi oraz nie komentuje polityki zagranicznych rządów.

Wobec tak lapidarnej odpowiedzi, pozwoliłem sobie przeformułować moje pytania w sposób możliwie uproszczony i wskazujący POLIN jako jednoznacznie odpowiedniego adresata:

  1. Czy Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN zamierza – w obliczu przegłosowanej przez Knessset ustawy o państwie narodowym deklarującej Izrael oficjalnie reżimem rasowego apartheidu – wpółpracować w nadchodzącej przyszłości z ambasadą i innymi przedstawicielami Państwa Izrael w Polsce? To nie jest pytanie o opinię, to jest pytanie o Państwa zamiary – wystarczy mi odpowiedź tak lub nie.
  2. Jeżeli zamierza, to czy nie widzi w tym nic etycznie co najmniej podejrzanego?”

Na to zostałem tylko odesłany do poprzedniego maila, który jakoby już na te pytania odpowiedział.

Reszta jest milczeniem

Do organizacji, krajowych i lokalnych stowarzyszeń, a także gmin żydowskich, jako mniej znaczących i mniej prestiżowych niż POLIN, często też bardziej lokalnych, wysłałem mniej wymagające zapytania. Byłem ciekaw ich stosunku do listu Jewish Voice for Peace, a także czy nie rozważyłyby możliwości oficjalnego go poparcia. Odpowiedziały mi tylko trzy.

Paulina Kakareko w imieniu Jewish Community Centre w Warszawie:

Jesteśmy instytucją apolityczną i nie zajmujemy stanowisk w takich sprawach.

Sergiusz Kowalski, do którego napisałem na jego prywatny adres email, ponieważ reprezentowana przez niego polska filia B’nai Brith nie ma nawet działającej strony internetowej, odpisał jedynie, żeby odmówić odpowiedzi.

Marian Kalwary ze Stowarzyszenia „Dzieci Holocaustu” w Polsce:

STOWARZYSZENIE „DZIECI HOLOCAUSTU” W POLSCE NIE KOMENTUJE WYDARZEŃ POLITYCZNYCH.

Dokładnie tak, na caps locku – i tylko to jedno zdanie.

Zapytałem go więc, czy to nie Stowarzyszenie podpisało się pod listem w sprawie antysemityzmu opublikowanym w „Rzeczpospolitej”, i czy mógłby mi wyjaśnić na czym, z ich punktu widzenia, polega różnica pomiędzy tymi dwoma politycznymi sytuacjami. Warszawskie JCC na to samo pytanie nie odpowiedziało.

Marian Kalwary odpisał:

Szanowny Panie

Różnica jest ewidentna.

To wszystko.

Rzeczywiście. Różnica jest ewidentna. Poetyka, w jakiej mi udzielono tych nielicznych odpowiedzi, sprawia, że trudno mi się powstrzymać od sarkazmu. Czyżby różnica polegała na tym, że „jak o nas źle choćby mówią, to rasizm jest zły i przerażający, ale jak w naszym imieniu strzelają do ludzi jak do kaczek i pozbawiają ich elementarnych praw – to już zupełnie inna sprawa, umywamy ręce, a tak naprawdę to wcale nie jest rasizm”?

Uniwersalizm, partykularyzm

Żydowska społeczność w Polsce – jej organizacje, stowarzyszenia, ich formalni przedstawiciele – wydają się nie odczuwać żadnych moralnych zobowiązań, gdy ktoś zabija powołując się między innymi na nich (bo na „wszystkich Żydów”, których ojczyzną głosi się Izrael), gdy z tytułu ich religii i/lub pochodzenia ktoś przyznaje im, nawet kiedy wcale o to nie prosili, pełnię praw, których odmawia żyjącym tam od pokoleń Palestyńczykom.

Można się zgodzić, że polscy Żydzi i Polacy pochodzenia żydowskiego mają prawo manifestować swoje odcięcie się od polityki Izraela jako czegoś, z czym się kategorycznie nie identyfikują, przez ignorowanie wszystkich jego pretensji – ale wówczas mieliby etyczny obowiązek jęknąć przynajmniej słowo sprzeciwu lub w milczeniu opuścić zgromadzenie, gdy pamięć ich pomordowanych przodków przechwytywana jest i propagandowo instrumentalizowana przez takie państwo jak Izrael, przez jego ambasadorów, itd. Nic podobnego się na Marszu Pamięci nie wydarzyło, a na domiar złego żydowskie organizacje w Polsce nie mają żadnych oporów przed tym, by nawet po mordach w odpowiedzi na Wielki Marsz Powrotu w Gazie i po ustawie z 19 lipca wciąż zapraszać ambasadorkę Annę Azari, jej podwładnych i przyszłych następców, na swoje uroczystości i przyjmować dotacje – np. na projekty kulturalne upamiętniające żydowskie ofiary rasizmu w XX wieku – z kont ambasady współczesnego reżimu rasowego apartheidu.

Żydowską społeczność w Polsce cechuje albo szokująca i zupełnie w roku 2018 niewybaczalna niewiedza, jak Państwo Izrael wykorzystuje ją, jej kulturę i uroczystości, na potrzeby swojej wizerunkowej propagandy, albo cynizm i instrumentalne podejście do rasizmu, który jest podnoszony jako problem tylko wtedy, gdy służy to jej partykularnym interesom. Obydwie odpowiedzi są obciążające.

Żydowska społeczność w Polsce zupełnie nie bierze pod uwagę, że z antyrasizmem i antyrasistowską solidarnością jest jak ze wszystkimi innymi wartościami uniwersalnymi – są naszym prawem, ale mamy też wobec nich pewne elementarne zobowiązania. Kiedy lekceważymy te drugie, w ostatecznym rozrachunku podminujemy też w końcu to pierwsze.

Jarosław Pietrzak

Jestem na Facebooku i Twitterze.

Polin (21)

Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN (wnętrze)

Reklamy