Lana Del Rey, Eurowizja i bojkot Izraela

Wygląda na to, że kontrowersje, jakie latem bieżącego roku wybuchły wokół dwóch imprez kulturalnych w Niemczech, to była zaledwie rozgrzewka. Przypomnijmy.

Najpierw odbywające się w Bochum Ruhrtriennale anulowało występ rapowego trio ze Szkocji, Young Fathers – na wieść o ich otwartym poparciu dla kampanii kulturalnego bojkotu Izraela. Izraelskie lobby w Niemczech cynicznie eksploatuje niemieckie poczucie winy związane z hitlerowską zagładą Żydów i skutecznie (z sukcesami w Bundestagu) przepycha tam narrację, że bojkot Izraela to kampania antysemicka. Dlatego takim zaskoczeniem była dla organizatorów międzynarodowa burza, jaką ta decyzja wywołała w światowym środowisku muzyków i twórców kultury. Young Fathers dostali tyle wsparcia, a na organizatorów spadły takie gromy, że ci ostatni odwołali swoją decyzję i zaprosili Young Fathers ponownie. Tym razem to Young Fathers je w proteście odrzucili.

Wkrótce potem organizowany w Berlinie Pop-Kultur Festival spotkał się z serią anulowanych koncertów, gdy artyści dowiedzieli się, że wśród sponsorów imprezy jest ambasada Izraela – powołali się na szacunek dla palestyńskiego apelu o bojkot.

Czytaj dalej

Reklamy

Zbigniew Preisner zaangażowany politycznie, albo Co mają w głowach polscy artyści?

Excuse my French, ale – nasrane. Mają w nich nasrane.

Zacznę jednak od Krystyny Jandy.

Czytaj dalej

Londyn, 9 sierpnia 2014, demonstracja solidarności z Palestyną

Przemoc Izraela

Przemoc Izraela w stosunku do Palestyńczyków przyjmuje formy tak okrutne i szokujące, stosowane na taką skalę, że nawet odruchowy sprzeciw i publiczne potępienia bardzo często sprawiają wrażenie bezradnych, w jakiś sposób nieadekwatnych, do tego stopnia, że czasem niemal strzelają kulą w płot.

Czytaj dalej

Czy aktywistki i aktywiści z Jewish Voice for Peace mieliby z kim rozmawiać w Polsce?

17 lipca zrzeszająca postępowych amerykańskich Żydów organizacja Jewish Voice for Peace opublikowała list otwarty, pod którym wraz z nią podpisało się czterdzieści żydowskich organizacji z całego świata – od Kanady i Wielkiej Brytanii przez Niemcy i Holandię po Republikę Południowej Afryki i Australię. Sygnatariusze wyrazili sprzeciw wobec oszczerczego zrównywania krytyki i bojkotu Izraela z antysemityzmem oraz swoje poparcie dla prawa do bojkotu Izraela jako uprawnionej formy oddolnego politycznego działania w solidarności z Palestyńczykami. Jest to odpowiedź na szereg kampanii oszczerstw, z których największą jest ta wymierzona w Wielkiej Brytanii w przewodniczącego Partii Pracy Jeremy’ego Corbyna. Dodatkowym kontekstem było nadchodzące nieuchronnie (przegłosowane dwa dni później) uchwalenie przez izraelski parlament ustawy ostatecznie cementującej charakter Izraela jako reżimu apartheidu, co stanowi dodatkowy argument za traktowaniem Izraela tak, jak kiedyś RPA.

Polska: nikt nie woła

Smutno, ale bez zaskoczeń: wśród sygnatariuszy nie ma ani jednej organizacji z Polski.

Tak, zgadliście, postanowiłem więc do nich w tej sprawie napisać.

Czytaj dalej

Mohammed Assaf i Gaza

Palestyński wokalista Mohammed Assaf ma dzisiaj (15 lipca 2018) wystąpić w Londynie, na jednorazowym koncercie (Logan Hall, Unversity College London UCL). Koncert zbiega się niestety z nową ofensywą Izraela na oblężoną z każdej strony strefę Gazy. Wczoraj miał bowiem miejsce najcięższyszy atak, jakiego Gaza doświadczyła od czasu operacji Protective Edge w 2014.

Ten piękny a skromny chłopak o jeszcze piękniejszym głosie jest urodzonym w libijskiej Misracie, w 1989, palestyńskim uchodźcą. Mohammed Assaf wychował się w obozie Chan Junis (Khan Younis) w Gazie. Pięć lat temu, w czerwcu 2013 zwyciężył w drugiej edycji programu Arab Idol na antenie satelitarnej telewizji MBC; już przed finałem był największą sensacją konkursu – pisała o nim wtedy prasa na całym świecie, daleko poza światem arabskim.

Samo wydostanie się z Gazy (blokada) na wstępne przesłuchania w Kairze zajęło mu dwa dni. Kiedy już dotarł do hotelu w egipskiej stolicy, w którym się odbywały, okazało się, że się spóźnił. Kandydaci byli przesłuchiwani na podstawie biletów z przypisanymi im ściśle wyliczonymi okienkami czasowymi. Bilety już się skończyły, więcej nie wydawano. Inny chłopak usłyszał jednak jego głos i oddał mu swój bilet, mówiąc: „Ja się tu chciałem tylko sprawdzić, ale do finału nie dotrę. Ty dotrzesz”.

Jego historia jest tematem filmu Hany’ego Abu Assada Idol z ulicy (Ya Tayr El Tayer) z 2015 roku. Hany Abu Assad to ten sam twórca, który zrobił Paradise Now i Omara (ale film nie jest aż tak dobry jak tamte dwa).

Assaf jest kolejnym przypadkiem mnogości form, indywidualnych i zbiorowych, politycznych i symbolicznych, jakie przyjmuje opór Palestyńczyków wobec usiłującego ten opór wszelkimi sposobami zmiażdżyć bezwzględnego kolonialnego mocarstwa. Gdzie mocarstwo chce ich biologicznie wyniszczyć, zatruwając im wodę, odcinając dostawy prądu do szpitali, odstrzeliwując im nogi – oni pozostają piękni. Gdzie mocarstwo bombardowaniami, dronami, kulami snajperów, porywaniem dzieci i torturowaniem ich w wojskowych więzieniach usiłuje zepchnąć ich do stanu przestraszonych zwierząt – oni zachowują nienaruszone najbardziej wyjątkowe ze składników człowieczeństwa, takie jak zdolność do świadomego tworzenia piękna. Gdzie mocarstwo usiłuje skazać ich na osamotnienie i zapomnienie przez resztę świata, odcinając ich środkami militarnej blokady, murem apartheidu i checkpointami, korumpując rządy, by nie wyrażały w tej sprawie woli swoich ludów – oni pozostają w sercach tych ludów, od Marakeszu po Muskat, i w wielu innych miejscach na świecie.

I w swoim niestrudzonym przywiązaniu do życia, w swojej niezmordowanej niezgodzie na rezygnację z godności, nie przestają wymyślać sposobów, by swojemu oprawcy i jego imperialnym sojusznikom, regionalnym i światowym, po raz kolejny powiedzieć, że wciąż tu są, nie zniknęli, nigdzie się nie wybierają i nie zamierzają się poddać. Mogą np. przechwycić w tym celu nadawany do setek milionów odbiorców banalny telewizyjny format, skopiowany z Zachodu w procesach kulturalnego imperializmu przez korporację telewizyjną zdradzieckiego regionalnego mocarstwa, które sprzymierzyło się z ich oprawcami (MBC Group to korporacja o kapitale saudyjskim), a swoim oprawcom zagrać na nosie tuż za ich granicami (program produkowany jest w Bejrucie, ex aequo z Kairem muzycznej stolicy świata arabskiego).

Jarosław Pietrzak

Jestem na Facebooku i Twitterze.

Palestyna, Izrael, Nakba, okupacja, apartheid

15 maja to dla Palestyńczyków Dzień Nakby – rocznica ich narodowej Katastrofy: czystek etnicznych, masakr i wypędzenia ponad 700 tys. z nich przez syjonistyczne bojówki w okresie przed i po ustanowieniu Państwa Izrael w 1948 roku.

W tym roku, 2018, jest to 70. już rocznica Nakby – z tej okazji, a także głęboko wstrząśnięty wiadomościami dobiegającymi w ostatnich dniach z Gazy, postanowiłem dla zainteresowanych tematem i moim zdaniem zebrać tutaj razem linki do moich tekstów z ostatnich kilku lat poświęconych sprawie palestyńskiej, kolonialnej przemocy Państwa Izrael, izraelskiemu apartheidowi i izraelskiej propagandzie.

 

Lista będzie w tym poście aktualizowana, jeśli napiszę kolejne teksty na ten temat (a pewnie napiszę).

Jestem na Facebooku i Twitterze.

 

Zwycięzca Eurowizji 2018: Ministerstwo Spraw Zagranicznych Izraela

Już prawie pięćdziesięciu Palestyńczyków, bezbronnnych uczestników pokojowych protestów, zginęło od 30 marca przy granicy odciętej od świata Gazy, tysiące zostało rannych, wielu na zawsze okaleczonych, bo izraelscy snajperzy strzelali w nogi nabojami eksplodującymi w momencie wejścia w ciało, nie zostawiając innej możliwości niż amputacja kończyny.

Skandalem było już samo to, że w obliczu tych wydarzeń reprezentantkę takiego kraju (najbardziej rasistowskiego państwa świata) dopuszczono w ogóle do udziału w konkursie piosenki Eurowizji, jak gdyby nigdy nic. Tymczasem Netta Barzilai, która w 2014 służyła w marynarce, gdy Izrael bombardował Gazę (operacja Protective Edge) i niewykluczone, że zabawiała swoim głosem tych samych żołnierzy, którzy zamordowali czterech chłopców z rodziny Baker, gdy ci, ciesząc się letnim słońcem, grali na plaży w piłkę – nie tylko została dopuszczona do udziału, ale europejscy telewidzowie i jurorzy dali się nabrać na ściemę powierzchownego liberalnego feminizmu jej numeru, pozwalając izraelskiemu Ministerstwu Spraw Zagranicznych odnieść jedno z jego największych ostatnio zwycięstw propagandowych. W momencie, kiedy wizerunek międzynarodowy tego kraju ulegał nareszcie coraz szybszej, od dawna zasłużonej rozsypce; w momencie, kiedy nawet Natalie Portman przystąpiła de facto do bojkotu Izraela, choć bała się otwarcie tak swój gest nazwać.

Przecież rozrywkowa piosenka nie ma nic wspólnego z tak wielką polityką, artystka na scenie naprawdę dała radę, miliony widzów głosowały na to, co im się podobało, a nie na rządy! – prawda?

My ass!

Ta piosenka nie była oderwana od tak wielkiej polityki, wręcz przeciwnie. Izrael wydaje fortunę na realizowane w kulturze przedsięwzięcia propagandowe, które ukłonami w stronę czy to liberalnego feminizmu, czy to gay-friendliness dla szpanu, czy to pokazowej ekologii albo promowania weganizmu mają przesłonić zbrodnie każdego dnia popełniane przez izraelski apartheid na Palestyńczykach i bezceremonialną agresję Izraela wobec innych państw w regionie (w tym momencie Izrael usiłuje przekształcić wojnę w Syrii w jeszcze większy konflikt, otwartą zbrojną napaść na Iran).

Gdzie w „feminizmie” Netty Barzilai jest miejsce dla kobiet, które umierają, rodząc w kurzu na izraelskich checkpointach, bo jej koledzy z Cahalu uniemożliwiają im dostanie się na czas do szpitala? Gdzie dla matek dzieci, które zginęły w trzech wojnach, których inferno Izrael spuścił na Gazę w ciągu ostatniej dekady? Gdzie dla matek co najmniej trzystu palestyńskich dzieci, które siedzą w izraelskich więzieniach w momencie, gdy czytasz te słowa – niezależnie od tego, kiedy je przeczytasz? Gdzie w jej sympatii dla społeczności LGBT+ (reprezentacja Izraela w konkursie chwaliła się jej licznym udziałem w zespole przygotowującym wykonanie piosenki) chwila uwagi dla palestyńskich gejów i lesbijek, których biały fosfor spadający na Gazę, ani tortury w izraelskich więzieniach nie omijają (wręcz przeciwnie, izraelskie służby specjalne w sposób szczególny polują na Palestyńczyków LGBT+)?

Nigdzie, bo Netta „kocha swój kraj”, a przecież Palestyńczycy do niego nie należą.

Według aktywistów ruchu BDS (bojkot, wycofanie inwestycji i sankcje), wypromowanie piosenki Barzilai było operacją propagandową, na którą w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Izraela przeznaczono ogromne środki. Piosenka była promowana w mediach tradycyjnych i społecznościowych (w tym nawet w gejowskich aplikacjach randkowych, na pewno w niektórych krajach na Grindrze). Nawet w trakcie samego sobotniego finału w Lizbonie chyba żadnej innej flagi nie widać było tak często w czasie całego wieczornego wydarzenia, nie tylko wokół izraelskiej piosenki, ale i pomiędzy innymi utworami. Nie chce mi się wierzyć, że nie było tu jakiegoś product placement.

Sam udział w konkursach Eurowizji jest dla Izraela ważny propagandowo, stanowi bowiem część jego zabiegów o to, by być postrzeganym jako członek wielkiej europejskiej rodziny szlachetnych liberalnych demokracji, który zarazem, ze względu na swoje geograficzne położenie już na zewnątrz Europy, stanowi najdalej na wschód wysuniętą flankę cywilizacji Zachodu, jej swego rodzaju strażnika tam, gdzie rozpościera się już świat kluczowego „Innego” Europy, islamu.

W tym roku stawki były jednak bez porównania wyższe. Międzynarodowy wizerunek rozbestwionego rozpieszczaniem przez administrację Donalda Trumpa Izraela jest pod coraz silniejszą presją i potrzebuje na gwałt jakiegoś spektakularnego liftingu. Tym bardziej, że zaraz po Eurowizji będzie wielka, siedemdziesiąta rocznica powstania Państwa Izrael, a ponieważ dla Palestyńczyków w tej rocznicy nie ma nic do świętowania, planują oni największe protesty w ramach trwającego od kilku tygodni Wielkiego Marszu Powrotu. Izrael gromadzi już siły, by uderzyć w te protesty, być może skala przemocy przebije tę z 30 marca. Blichtr i szum tego rodzaju przyda się więc, by czymś przesłonić i zagłuszyć doniesienia mediów o nadchodzących wydarzeniach. Z kolei organizacja finału Eurowizji 2019 w Jerozolimie to gra o normalizację aneksji okupowanego miasta, normalizację jej statusu jako stolicy Izraela – statusu uznawanego tylko przez USA, z pogwałceniem prawa międzynarodowego. Podobnie jak militarna przeszłość Netty, z której wokalistka wydaje się być dumna, pomaga normalizować i dodawać „ludzką twarz” kolonialnej przemocy izraelskiej armii.

I nie należy się nabierać, że Netta Barzilai jest niczego nieświadomą artystką lekkiego popu, którą do celów propagandowych wykorzystuje podstępnie jej rząd. Netta doskonale zdaje sobie sprawę z propagandowego znaczenia swojego występu i zwycięstwa w konkursie, i świadomie w tym propagandowym przedsięwzięciu uczestniczy. Powiedziała między innymi, że zrobiła something crazy dla Hasbary. Hasbara znaczy ‘propaganda’ i jest to hebrajska nazwa operacji Izraela obliczonych na obronę wizerunku kraju w oczach międzynarodowej opinii publicznej. Już jako zwyciężczyni konkursu krzyczała ze sceny, że w przyszłym roku Eurowizja będzie miała finał „w Jerozolimie, w stolicy!” (a nie np. w Tel Awiwie, albo po prostu ogólnie, w Izraelu – w końcu wokalistka wcale nie musiałaby wiedzieć z wyprzedzeniem, gdzie publiczny nadawca jej kraju zaplanuje imprezę za rok).

Katastrofalny politycznie rezultat konkursu mówi nam coś bardzo smutnego o poziomie politycznej świadomości Europejczyków, którzy tak łatwo dają się nabrać na propagandowe ściemy w rodzaju powierzchownych „feministycznych” sloganów, albo nawet jedynie hasztagów, i odwracają wzrok albo wręcz nie widzą żadnego związku z przemocą, której pudrowaniu te frazesy służą. Coś bardzo smutnego o tym, że na milionach Europejczyków coraz bardziej rozpasana przemoc Państwa Izrael nie robi żadnego wrażenia – i to nawet w momencie, kiedy zachowanie premiera Netanjahu grozi wybuchem wojny z Iranem, która przez wciągnięcie USA a potem innych państw NATO z jednej, a Rosji i Chin z drugiej, szybko mogłaby się przekształcić w wojnę światową i/lub nuklearną.

Mówi też coś bardzo smutnego o konkretnym sektorze europejskiej publiczności – moim sektorze, społeczności LGBT+, która była szczególnie targetowana w wielkiej operacji promowania piosenki Netty. Konkurs piosenki Eurowizji, ze względu na wpisany weń lub przypisywany mu element campu, jest od dawna stałym punktem w queerowym kalendarzu w całej Europie. Sam byłem wczoraj z mężem u przyjaciół, którzy zrobili na tę okazję dużą imprezę w swoim domu na wschodzie Londynu. Wygląda na to, że ten target się spisał i sprawdził. Na wspomnianej imprezie pojawił się gość z flagą Izraela na plecach, ktoś inny zagłosował na Nettę, ktoś jeszcze bardzo się cieszył z wyniku. W Polsce izraelska piosenka wygrała sondę portalu Queer.pl. Europejska/zachodnia kultura gejowska nie tylko traci dziś wszelkie właściwe jej kiedyś elementy postępowe, wywrotowe – stała się w ogromnym stopniu konserwatywna, czasem jawnie reakcyjna. Jest mi od wczoraj niesłychanie wstyd. Drodzy geje i lesbijki, daliśmy dupy.

Każdy, kto weźmie udział w Eurowizji 2019 w Jerozolimie, weźmie na siebie część odpowiedzialności za zbrodnie, których maskowaniu i relatywizowaniu ten występ wraz z całym wydarzeniem będzie politycznie służył. Każdy, kto wystąpi w Eurowizji 2019, będzie miał krew na rękach. A ponieważ wywołanie przez Izrael trzeciej wojny światowej jest coraz bardziej realną możliwością, Eurowizja 2019 zająć może w historii miejsce w jednym szeregu z takimi imprezami jak Igrzyska Olimpijskie w Berlinie w 1936.

Chyba, że uda się nam – wszystkim ludziom przyzwoitym – połączyć siły i obrócić Eurowizję 2019 w największy sukces międzynarodowej kampanii bojkotu Izraela, wywierając presję i skłaniając wykonawców do rezygnacji z udziału lub European Broadcasting Union do anulowania bądź przeniesienia imprezy.

Jarosław Pietrzak

Jestem na Facebooku i Twitterze.