Sourena. Spotkanie

Soureny nie potrafił zapomnieć. Miał nadzieję, że kiedyś o nim zapomni, bo porównanie z Soureną było bronią masowego rażenia, niewielu mężczyzn, a co dopiero pedałów, mogło wyjść z niego obronną ręką. Spędzili razem tylko jeden wieczór i noc, rozeszli się po śniadaniu, już ponad trzy lata temu. Powinien był po prostu cieszyć się, że udało mu się zaliczyć takie ciacho, że wreszcie ktoś go zerżnął tak wspaniale, jak zawsze o tym marzył, a poza tym o nim zapomnieć – no przynajmniej o nim nie myśleć tak często, nie w taki sposób, nie z taką tęsknotą. Ale nic nie mógł na to poradzić. Takiego mężczyzny jak Sourena nie dało się zapomnieć, a już na pewno, kiedy byłeś nieśmiałym okularnym pasywem z jakiejś dziury w Polsce, który nie miał dotąd dużo szczęścia w tych sprawach.

Niestety, Sourena nie miał większego problemu, żeby zapomnieć o Arku.

Poznali się też na Gaydarze, to Arek go znalazł. Było to jeszcze zanim definitywnie wyjechał do Londynu po studiach, ostatnie lato na studenckich saksach, już wrzesień, druga połowa, chyba tydzień do powrotu do Polski, na ostatni rok studiów. Sourena na swoich profilowych zdjęciach wyglądał tak pięknie, że Arek nawet nie liczył naprawdę na to, że dostanie jakąś odpowiedź, a co dopiero, że ten olśniewający mężczyzna po drugiej stronie internetu będzie jednak chciał się spotkać. Arek miał już na profilu ustawione looking to hook up now. Pracował sześć dni w tygodniu, głównie wieczorami, czasem cały dzień plus wieczór, no bo w pubie, i chciał zarobić jak najwięcej pieniędzy, więc jak już miał ten dzień wolny, to miał nadzieję na randkę, najlepiej skonsumowaną, tym bardziej, że lato dobiegało końca i ani się obejrzy, a będzie musiał wrócić na cały rok akademicki do Polski. W Polsce jego życie seksualne to była Sahara. Sourena był zalogowany i po kwadransie odpisał.

„A chciałbyś się spotkać już dzisiaj? Mam ochotę wyskoczyć z kimś na piwo, a potem zobaczymy. S.”

Arkowi serce aż stanęło w gardle, jak to przeczytał. „A potem zobaczymy” – a więc w grę wchodził nawet seks, jego przepiękny rozmówca nie wykluczał takiej opcji, jeśli przy piwie wszystko się dobrze potoczy. Arek natychmiast zabrał się za stukanie odpowiedzi.

„Bardzo chętnie wyskoczę z tobą na piwo, mogę wyjść choćby za pół godziny. Powiedz tylko gdzie i o której godzinie, a jestem twój”.

Chciał nawet napisać: „bardzo chętnie wyskoczę na piwo z tak pięknym mężczyzną”, ale się powstrzymał. Bał się wyjść na desperata – prawdę mówiąc, bał się nawet samego prawienia komplementów, nawet kiedy był przekonany, że ktoś bardzo na nie zasługuje. Bał się, że jego zachwyt, jego pożądanie nie będzie wcale tak mile widziane, zwłaszcza, kiedy miał do czynienia z mężczyznami tak pięknymi jak Sourena. Na zasadzie, że taki mężczyzna nie chciałby nawet wiedzieć, że się podoba komuś fizycznie tak zwyczajnemu, przeciętnemu, jak Arek, bo może mieć najpiękniejszych facetów w Londynie.

„No to może o 8:30pm w Soho?”

Wymienili się numerami telefonów. Arek wziął prysznic, w nadziei, że „potem zobaczymy”, z tego samego względu wysmarował się pachnącym masłem do ciała z Body Shopu, wyperfumował, ubrał się w co miał najlepszego.

Jak to dobrze, że z tą pracą w pubie miał w pakiecie pokój u góry budynku, nieduży, ale tylko dla siebie i z łazienką, i gdyby randka miała zakończyć się sukcesem, to mógł tu spokojnie kogoś sobie na noc przyprowadzić. Dwa razy tego lata miał szczęście, nikt nawet nie zauważył, że przyprowadził sobie na noc faceta – przez pub przewija się codziennie tylu ludzi. Spojrzał na siebie w lustrze i westchnął. Czy facet tak piękny jak Sourena naprawdę będzie miał ochotę na takiego chudego, niewysokiego szczyla z Polski? Tamci dwaj, których tu sobie zdołał każdego na jedną noc z Soho przyprowadzić, to nie była ta sama liga co Sourena. Ale byli OK, byli aktywami i mieli ochotę kogoś przelecieć, więc Arek nie narzekał. Tęsknił do mężczyzny, do męskiego ciała. Przez cały miniony rok w Polsce nie miał żadnego życia, był wygłodniały jakiegokolwiek mężczyzny. Już w łóżku było z nimi potem tak sobie, dość rozczarowująco z jednym i drugim. Jak to gdzieś Woody Allen powiedział, w którymś filmie, kiepski seks zawsze mimo wszystko lepszy niż brak seksu – było jednak na tyle tak sobie, że z jednym i drugim skończyło się na jednej nocy.

Przed wyjściem upewnił się jeszcze, że w szufladzie obok łóżka miał prezerwatywy, choć od razu się zaczerwienił z zażenowania, że to robi, to musiało być z nerwów. Niby z kim i kiedy miał zużyć całą paczkę, którą kupił już drugiego dnia po przyjeździe? – przecież oprócz tamtych dwóch incydentów na jedną noc nic z tych rzeczy się w jego życiu tego lata nie wydarzyło. Paczka, którą kupił, była rozmiaru „normalnego”, kiedy ją kupował, miał przez chwilę ochotę kupić też jedną z „dużego”, ale potem pomyślał, że u czarnych facetów i tak nie miał powodzenia, jeszcze żadnego nigdy nie wyrwał, po co więc sobie robić niepotrzebne nadzieje i ryzykować koniec lata z dwoma niezużytymi pudełkami kondomów, to byłoby jeszcze bardziej bolesne niż z jedną, jeszcze bardziej upokarzające, nawet jeśli nikt inny nie będzie o tych niezużytych prezerwatywach wiedział – człowiek może się czasem czuć upokorzony przed samym sobą. Laptop stał jeszcze włączony, sesja na Gaydarze wciąż zalogowana, sprawdził więc na profilu Soureny rubrykę dick size. Average, a więc wszystko było w porządku, jakby co, to te prezerwatywy w szufladzie dadzą radę. Co prawda to aktyw powinien mieć swoje prezerwatywy, trudno, żeby pasyw był zawsze przygotowany na każdy możliwy rozmiar i tak dalej, no ale nie każdy z góry planuje czy spodziewa się, że coś się wydarzy, więc nigdy nie wiadomo. Tamci dwaj w lipcu nie mieli, żaden z nich. A seksu bez prezerwatywy Arek bał się panicznie, odkąd jako nastolatek obejrzał Philadelphię, chociaż po upływie lat uważał tamten film za ckliwą szmirę. Lęk jednak nie przeminął.

sourena-ilustracja-fragment-3

W metrze zaczął się bać, że może Sourena wcale się jednak nie pojawi, że go dla jaj tak podpuścił, i się będzie śmiał, że Arek jak głupi go tam wyczekuje. A może to jakiś świr posługujący się na profilu zdjęciami jakiegoś modela pościąganymi z internetu – Sourena był piękny w ten olśniewający sposób, w jaki piękni są mężczyźni… w reklamach perfum albo czegoś. Albo zdjęcia są sprzed piętnastu lat i dzisiaj jest gruby jak piłka i pierdzi przy ludziach, bo całymi dniami pije piwo.

A jednak nic z tych rzeczy, Sourena w rzeczywistości wyglądał dokładnie tak, jak na zdjęciach, i już tam na niego czekał przy Piccadilly Circus.

— Mam nadzieję, że nie musiałeś na mnie długo czekać, naprawdę nie chciałem się spóźnić…

Don’t worry, pięć minut, nie spóźniłeś się, ja dotarłem wcześnie – uśmiechnął się śnieżnobiało i naprawdę był, skurczybyk, przepiękny.

— Sourena to twoje prawdziwe imię? – Arek zapytał, gdy już udało im się złapać dwuosobowy stolik w Village, trochę dlatego, że onieśmielony jego urodą nie wiedział, co powiedzieć, a bał się krępującej ciszy. – Jest arabskie? Nigdy wcześniej się z nim nie spotkałem…

Sourena miał na profilu, że jest z Bliskiego Wschodu, ale nic więcej; to mogło być wszystko, od Maroka, jak się uprzeć, po Oman. Mieli przed sobą po piwie, Arek postawił pierwszy, w nadziei, że się wkupi w jego łaski, tak bardzo Sourena mu się podobał i tak bardzo się bał, że sam sobą nie oferuje w zamian nic porównywalnego.

— Jak najbardziej prawdziwe – odpowiedział z uśmiechem Sourena. – Ale nie arabskie, perskie, jestem z Iranu. My, Irańczycy, nie jesteśmy Arabami.

— Wiem, że nie jesteście, przepraszam, nie wiedziałem, skąd jesteś, nigdy się wcześniej z tym imieniem nie spotkałem, przepraszam. Jest bardzo piękne.

— Dziękuję, no i nie przepraszaj, nie ma powodu – uśmiechnął się znowu, cały czas tak pięknie. – Po persku to znaczy „wojownik”.

Na dźwięk tych ostatnich słów, Arka serce przyspieszyło jak szalone, aż mu dudniło w uszach; poczuł, że w spodniach wzbiera mu wzwód, pożądanie teraz już prawie targało mu trzewia. Miał wrażenie, że siedzi przed nim wcielona fantazja o pięknym perskim księciu z jakiejś cholernej baśni tysiąca i jednej nocy, i jakby nie dość był seksowny, nie dość pożądania wywoływał swoim wyglądem, i tym, jak pięknie się poruszał, to jeszcze na imię miał Wojownik, a po persku to jeszcze brzmiało tak pięknie, Sourena. Ten „wojownik” w imieniu podniecał obietnicą odważnej, silnej męskości. Gdyby piekło istniało, pomyślał, to mogłoby tak wyglądać: jesteś pół metra od najpiękniejszego mężczyzny, jakiego znasz – i nigdy go nie dotkniesz.

Sourena miał czarne jak smoła włosy, postawione lakierem niby do góry, ale falą, trochę rozrzuconą, która miała w sobie coś niezwykle naturalnego, gęste, lśniące, nad uszami i z tyłu krótko i bardzo równiutko przycięte, u fryzjera musiał być najdalej tydzień temu. Miał raczej jasną cerę, jak na to, co Arek sobie zwykł był tam w Będzinie wyobrażać na temat ludzi z Bliskiego Wschodu, choć oczywiście trochę ciemniejszą niż jego własna. Arek nie znosił własnej bladości, jego skóra prawie się nie opalała – kiedy mógł spędzić więcej czasu na słońcu robiła się co najwyżej okropnie różowa, a to było jeszcze gorsze. Tęczówki oczu Soureny były duże i brązowe, co do kompletu z długimi, gęstymi, nieprawdopodobnie podkręconymi rzęsami i czarnymi jak węgiel, tak równiutkimi, że musiały być starannie regulowane brwiami, sprawiało na nim hipnotyzujące wrażenie. Na jego zachwycającej, regularnej, odrobinę pociągłej twarzy kładło się chiaroscuro gęstego, króciutkiego, czarnego zarostu, którego gęsta, ciemniejsza kępka podkreślała od dołu bladoróżową dolną wargę. Kiedy się nie uśmiechał i nic nie mówił, jego usta były wąskie, ale tak pełne i wypukłe, że gdyby był kobietą, to mógłby reklamować szminkę.

Arek zrozumiał nagle, w czym tkwiło sedno tak obłędnej atrakcyjności tego mężczyzny. Sourena wzbudzał w nim tak bulwersujące pożądanie, bo jego męskość połączona była z takimi rozproszonymi akcentami, które – jak te usta, długie rzęsy, starannie wyregulowane brwi – mogłyby być uznane za rysy niezwykle kobiece, gdyby nie były wpisane w ramę wysokiego (wyższy od Arka o pół głowy), silnego, muskularnego mężczyzny, jeszcze z tym gęstym czarnym zarostem. Sourena miał szerokie barki i klatkę piersiową, imponujące ramiona i płaski brzuch, był wąski w pasie, emanował jakąś elektryzującą, spokojną sprężystością. Miał na sobie przepiękny błękitny sweter, który ciasno obejmował jego doskonały tors. Teraz jeszcze, kiedy tam rozmawiali przy piwie, opierał często łokcie o blat, pochylając swoją pierś nieznacznie ku Arkowi – w tej pozycji wszystkie zachwycające łuki i wypukłości jego muskulatury były jeszcze bardziej podkreślone, jeszcze bardziej przyciągały wzrok, jakby chciały wystrzelić spod tego swetra.

Kiedy Sourena sięgał po swój kufel piwa, Arka wzrok umykał na jego dłoń, równie piękną jak cały ten mężczyzna, smukłą, o długich palcach, ale silną, na jej wierzch wymykało się spod rękawa trochę czarnych włosków. I o najbardziej nieskazitelnych paznokciach, jakie kiedykolwiek widział u mężczyzny, zastanawiał się nawet, czy nie są polakierowane, na pewno były regularnie manikiurowane. Ale nawet to nie wydawało się u niego zniewieścieniem. Było jasne, że Sourena nie narzeka na brak pieniędzy. Arek nie miał pojęcia, jakiej marki był ten sweter, ale jak tu docierali, zauważył, że dżinsy Soureny były od Armaniego, a na stopach miał jakieś sportowe, ale designerskie, czarne buty. Na pewno nie narzekał na brak pieniędzy, znał się na modzie i potrafił się ubierać. Arek aż się bał, czy może kogoś takiego zaprosić na noc do siebie, to znaczy, czy jego ciasny pokój nad pubem to nie jest aby sceneria, która Sourenę do niego zniechęci, pokazując nagą prawdę: że Arek jest kolejnym biedakiem z Europy Wschodniej, który tu przejeżdża pracować za grosze, bo grosze zarobione tutaj to i tak fortuna w porównaniu z tym, co może zarobić u siebie, zwłaszcza jako student.

Arek dowiedział się przy tym pierwszym piwie, że Sourena w istocie był modelem, to znaczy bywał, od czasu do czasu dorabiał w ten sposób, studiując media na którymś z londyńskich uniwerków. Miał już za sobą coś jak licencjat w zakresie sportu, zrobiony na odpowiedniku Akademii Wychowania Fizycznego w Teheranie, ale po jej ukończeniu dostał się na kolejne studia tutaj. Oprócz tego dorabiania jako model, które dawało od czasu do czasu jakiś zastrzyk pieniędzy, ale było nieregularne, od przypadku do przypadku i niemożliwe do przewidzenia, dorabiał też jako trener osobisty w jakiejś wypasionej siłce w zachodnim Londynie. Ponieważ ludzie, którzy mają regularną pracę, taką od poniedziałku do piątku, najczęściej potrzebują sesji treningowych wieczorami lub w weekendy, łatwo było to pogodzić ze studiami. Miał nadzieję, że po studiach uda mu się w Londynie zostać i wstrzelić się gdzieś do mediów, marzyła mu się praca w telewizji.

— Z twoim wyglądem to raczej nie będzie trudne, wróżę ci zawrotną karierę – Arek odważył się na komplement.

Sourena się uśmiechnął, milknąc na chwilę, jakby był zaskoczony, choć taki mężczyzna musiał być do komplementów, znacznie odważniejszych i znacznie bardziej wprost serwowanych, przyzwyczajony jak do powietrza.

— Dziękuję – spuścił wzrok ku swojemu kuflowi.

Arkowi serce znowu biło mocniej, jakby ze strachu, czy jego komplement został dobrze przyjęty, czy przybliżył go do objęć tych silnych ramion, czy oddalił. Niemniej jednak cieszył się w głębi, że dał Sourenie do zrozumienia, że jest nim zainteresowany. Dziwiło go to spuszczenie oczu – czy dyskretny komplement mógł onieśmielić takiego mężczyznę? Był modelem, wiedział, że jest piękny, był przyzwyczajony do tego, że był podziwiany i pożądany, i musiał się z tym dobrze czuć, skoro chciał być przed obiektywami aparatów i kamer.

— Pochodzisz z Teheranu, tak? – Arek zapytał, żeby rozmowa toczyła się dalej, zanim milczenie potrwa za długo.

— Tak, to znaczy wychowałem się w Teheranie, moja rodzina się tam przeniosła, jak byłem bardzo mały, kiedy mój ojciec dostał pracę jako inżynier przy dużych projektach rządowych. Urodziłem się w Kashan w prowincji Isfahan. Jeździliśmy tam jeszcze czasem do krewnych na wakacje. Przedziwne miejsce. Latem jest tam strasznie gorąco, nawet jak na Iran, a my tam jesteśmy przyzwyczajeni do upałów latem. Roi się tam od skorpionów. Zwyczajowo truło się je wapnem, ale z drugiej strony wapno też jest niebezpieczne, dla ludzi i zwierząt, czasem próbowali tego jakoś zakazywać, ale wtedy te skorpiony mnożyły się tak, że to takie samo niebezpieczeństwo jak to wapno, albo większe. No i przez te skorpiony, i dlatego, że tam tak gorąco, ludzie tam latem śpią w przedziwny sposób. Nie w prawdziwych sypialniach, w sensie pokojach, tylko w takich odkrytych jakby dziedzińcach, żeby skorpiony nie spadały na łóżko z sufitu, bo one się wspinają po ścianach i mogą parę metrów przejść po suficie. A łóżka stoją w takich brodzikach z wodą, żeby między krawędzią łóżka a podłogą była ta bariera wody, która powstrzymywała skorpiony, bo one do wody nie wchodzą.

Oczy Soureny błyszczały jakąś radością, kiedy o tym opowiadał, a Arek słuchał jak zaczarowany. Ten przepiękny mężczyzna sączący tu naprzeciw niego piwo mógł był umrzeć tyle razy zatruty jadem jakiegoś złośliwego robala, gada, chuj wie, jak się te skorpiony klasyfikuje, zanim jeszcze zdążył się w takiego pięknego mężczyznę rozwinąć, prawdziwy cud, triumf piękna nad siłami zła.

Sourena przeprosił nagle, musiał na chwilę iść do ubikacji.

—Chcesz następne? – Arek zapytał jeszcze, wskazując na piwa, które właśnie im się kończyły.

—Tak, ale teraz moja kolej, ty postawiłeś pierwsze. Wezmę w drodze powrotnej. Ani się waż ty kupować! – pogroził mu jeszcze palcem, ze śmiechem, po czym się oddalił, a Arek powłóczył wzrokiem za jego przepiękną sylwetką.

Kiedy Sourena zniknął za zakrętem, Arek dopił szybko swoje piwo i poszedł do baru po dwa następne.

— Powiedziałem przecież, że tym razem moja kolej – powiedział Sourena, kiedy wrócił i zobaczył na stoliku dwa świeże piwa. – Dziękuję. Czemu nie pozwoliłeś mi się zrewanżować za pierwsze?

— Chyba, nie wiem, może próbuję się wkupić w twoje łaski – Arek spróbował zażartować w odpowiedzi, ale nagle poczuł, że się zaczerwienił po uszy.

— Nie ma potrzeby, żebyś się wkupywał – Sourena spuścił wzrok.

Arek pociągnął dużego łyka, żeby ochłonąć. Nie ma potrzeby – co to mogło znaczyć? Że Sourenie się podobał i już miał jego zainteresowanie? Naprawdę?

— Powiedz mi, jakim cudem twój angielski jest taki dobry? – Arek zapytał w nadziei, że zdusi zmieszanie.

Sourena się uśmiechnął.

— A jest? Dziękuję. Moi rodzice opłacili mnie i mojej siostrze prywatne lekcje angielskiego i francuskiego, posłali nas do najlepszych szkół w Teheranie. Mnie zresztą też na wszystkie zajęcia sportowe, jakich tylko zapragnąłem – dodał jeszcze. – Nie myślałeś nigdy o szkłach kontaktowych? – zmienił nagle temat.

— A co, nie podobają ci się moje okulary? – Arek się znowu zaczerwienił i naprawdę przestraszył, że jednak roił tu sobie stanowczo zbyt wiele.

— Podobają mi się, pasują ci, ale bez okularów też byś dobrze wyglądał, wydaje mi się. Pokaż, zdejmij je na chwilę.

Arek spełnił jego prośbę, prawdę mówiąc byłby gotów spełnić każdą prośbę Soureny, jeśli choć trochę zwiększyłaby jego szanse u niego, mógłby nawet zatańczyć na stole, choć tak w ogóle to nigdy nie tańczył, zbyt się wstydził, był przekonany, że nie ma dwie lewe nogi i wygląda wtedy jak pajac.

— Spróbuj kiedyś, dobrze ci bez okularów. Wierz mi, znam się na modzie.

— Wierzę, widzę, że się znasz, widzę, jak się ubierasz. Okulary noszę od chyba trzynastego roku życia, to jest prawie tak, jakby były częścią mojego ciała. Bez nich prawie nic nie widzę, jestem strasznym krótkowidzem, ponad minus sześć. Ale jeśli podobam ci się bez, to obiecuję, że spróbuję szkieł kontaktowych.

Przy tym ostatnim zdaniu Arek się uśmiechnął, tym razem się już nie zaczerwienił, jakby się przestał obawiać powiedzieć mu od czasu do czasu coś miłego. Może to, że Sourena opierał się tak często w czasie tej rozmowy łokciami o blat, przysuwając się ku Arkowi, sprawiało, że czuł się z nim coraz bardziej komfortowo, a może to alkohol robił już swoje.

Rozmawiali dłużej, Arek był między innymi ciekaw, jak to jest być gejem w Iranie, więc Sourena opowiedział mu, że Iran jest duży i zróżnicowany, więc to zależy, gdzie mieszkasz. W Teheranie nie można narzekać. Nie ma też powodów do rozpaczy, nikt gejów w Iranie nie zabija, mają nawet profile na Gaydarze, nie boją się pokazywać tam swoich zdjęć. To nie jest tak, że w Iranie zakazane jest „bycie gejem” – „bycie gejem” w ogóle nie jest przedmiotem zainteresowania irańskiego państwa, zakazane są tylko czyny, stosunki seksualne między mężczyznami, ale ponieważ są uważane za ciężkie przestępstwo, to samo oskarżenie, ażeby było poważnie potraktowane, wymaga spełnienia bardzo wymagających warunków. Stosunek homoseksualny musi mieć czterech świadków płci męskiej, o nieposzlakowanej opinii. A za oskarżenie, które sąd uzna za bezpodstawne, nieudowodnione, ten, który je wysunął może zostać pociągnięty do odpowiedzialności.

— A w jakiej sytuacji, w kraju takim jak Iran, gdzie się takich rzeczy jednak nie robi na ulicy czy przy otwartym oknie, stosunek homoseksualny mógłby mieć czterech naocznych świadków płci męskiej? – śmiał się Sourena. – Chyba tylko jakiejś homoseksualnej orgii, ale wtedy wszyscy byliby podejrzani o to samo i nikt nie byłby świadkiem o nieposzlakowanej opinii. A w Polsce? Jak to jest w Polsce? To też nie jest specjalnie laicki kraj, z tego, co słyszałem. Jak z tym było u ciebie?

Dopiero wtedy, a był już w połowie drugiego piwa, do Arka dotarło, że Sourena dotąd w tej rozmowie prawie w ogóle nie pytał Arka o nic osobistego, o nic o jego życiu. Rozmowa toczyła się dobrze i bez krępujących zastojów, ale to Arek częściej pytał, a Sourena odpowiadał lub opowiadał. Dotarło też do Arka – do tej pory udawał przed sobą, że tego nie dostrzega – że Sourena często spuszczał lub odwracał wzrok, patrzył to na kufel, to na własne dłonie, to gdzieś na bok. Arek zrozumiał, jak wielka jest między nimi asymetria zainteresowania. Stało się dla niego jasne, że fascynacja i zachwyt, jakie Arek odczuwał na widok Soureny, pożądanie, jakie Sourena w nim wzbudzał – to wszystko nie było odwzajemnione. A „nie ma potrzeby, żebyś się wkupywał” miało najpewniej znaczyć „nie ma sensu żebyś się usiłował wkupić”. Bo i tak nic z tego nie będzie.

sourena-ilustracja-fragment-2

— W Polsce… – straszliwy smutek i rozczarowanie, jakie ścisnęły mu serce, sprawiły, że pociągnął ogromny haust piwa. – Jak byłem nastolatkiem, miałem wrażenie, że jestem najzupełniej sam na świecie, że to jest przekleństwo, które mnie skaże na samotność do śmierci. Dorastałem w małym robotniczym mieście, ten temat istniał tylko jako obelgi, jakimi chłopcy się obrzucali, kiedy chcieli jeden drugiego upokorzyć. Pamiętam, jak w liceum jeden chłopak, jakoś wyszło na jaw, w kilka dni wszyscy w szkole wiedzieli, że jest homo, jak go potem już do końca szkoły poniżali, i jak się bałem, że mogę być następny. Chciałem znaleźć jakąś książkę, jakiś film, które by mi pokazały, jak może kiedyś wyglądać moje życie, czy i jak mógłbym kiedyś spotkać mężczyznę i nie być sam, chociaż przez jakiś czas. Moja rodzina jest bardzo religijna, w Polsce jest religia w szkołach, Kościół jest wszędzie, na jakikolwiek film gejowski, oczywiście francuski, albo angielski, albo skandynawski, bo w polskich tematu w ogóle nie było, trzeba było polować w telewizji koło północy i oglądać, jak rodzice już spali, w strachu, że się obudzą i zobaczą, co oglądam. Pamiętam, jak z walącym sercem, miałem chyba osiemnaście lat, poszedłem sam, w tajemnicy przed wszystkimi, do kina na Dzikie noce, taki francuski film, jego reżyser zmarł na AIDS wkrótce po jego ukończeniu i nie dożył dnia, w którym film dostał całą serię Cezarów, wiesz, tych francuskich Oscarów…

— Wiem, znam ten film – Sourena wtrącił nagle, gdy Arek na chwilę przerwał. – Mój były chłopak mi go kiedyś pokazał. Bardzo mi się podobał.

Nagle Arek zdał sobie sprawę, jak bardzo emocjonalnie wyrzucał z siebie te ostatnie zwierzenia, jakby siłą rozgoryczenia, albo w jakimś ataku paniki, że i tak nie ma u Soureny żadnych szans, nie ma znaczenia, jakie będzie sprawiał wrażenie, może równie dobrze zupełnie się rozkleić, skoro nagle zrobiło mu się tak smutno. Ale zrozumiał też, że od dłuższej chwili Sourena patrzy mu prosto w oczy, przysunął się nawet jeszcze bliżej – może jednak nie wszystko było jeszcze stracone?

— Napijesz się jeszcze czegoś? – Sourena zapytał, gdy Arek na chwilę się z tego wszystkiego zawiesił, bo zobaczył, że już prawie dopił swoje piwo. – Tym razem to ja stawiam, nie wyjdziemy stąd, dopóki nie postawię ci choć raz czegoś do picia.

Uśmiech Soureny był rozbrajający. Miał duże, równe, śnieżnobiałe zęby. Arek pomyślał, że chętnie by się jeszcze czegoś napił, wciąż nie był pewien, czy na dwóch piwach ma już odwagę, żeby zaryzykować na koniec tego wieczoru zaproszenie Soureny do siebie na noc, było też wielce prawdopodobne, że odrobina alkoholu więcej mogłaby pomóc znieść odrzucenie, którego się teraz już jednak spodziewał jako najbardziej prawdopodobnej konkluzji tego wieczoru.

— Bardzo chętnie posiedziałbym tu z tobą przy jeszcze jednym drinku – uśmiechnął się – jeśli się ze mną nie nudzisz, ale wolałbym coś innego niż piwo, bo po trzech piwach zacznę biegać do ubikacji co dziesięć minut.

— Wino? Czerwone, białe?

— Czerwone.

Sourena wrócił po chwili z kieliszkiem wina, postawił go przed Arkiem i usiadł ponownie do stołu.

— Ponieważ postawiłeś mi dwa piwa, ja wybrałem najlepsze wino, jakie mają. Tak się składa, że to shiraz. Nie wiem, czy wiesz, że jest też takie miasto, Shiraz, w Iranie. Ale to zbieg okoliczności, nie mają z sobą nic wspólnego.

— Dziękuję… No a ty? Nic sobie nie wziąłeś?

— Ja nie skończyłem jeszcze mojego piwa, nie chcę więcej pić.

— Dlaczego? Trzeba było mi powiedzieć, że chcesz już iść.

— Nigdzie się nie spieszę, dokończę sobie spokojnie to piwo – Sourena uśmiechał się jeszcze piękniej niż wcześniej. – Nie chcę więcej pić, bo mam nadzieję, że przyjmiesz zaproszenie do mnie na noc, i licząc na to, że przyjmiesz, chcę być w dobrej formie, żeby cię nie rozczarować w łóżku.

Tym razem nie uciekał nigdzie wzrokiem, patrzył Arkowi prosto w oczy. Arek natomiast zamarł z wrażenia i nie potrafił nic powiedzieć, tylko gapił się bez słowa na Sourenę. Jego serce natomiast waliło jakby złapał wściekliznę.

— OK, to jest ten moment, kiedy ty powinieneś coś powiedzieć – Sourena odezwał się więc znowu, wciąż się uśmiechając. – Na przykład, czy przyjmiesz to zaproszenie, czy masz ochotę na seks ze mną, czy nie. Bo za chwilę zacznę się czuć jak kretyn. Myślałem, że ci się podobam, a na twoim profilu na Gaydarze stało, że szukasz seksu, że masz ochotę dzisiaj…

— Przepraszam – Arek sięgnął po kieliszek wina i pociągnął dużego łyka. – Oczywiście, że przyjmuję zaproszenie, mam ochotę na seks z tobą, there’s nothing I want more than that, right now.

— Niczego nie chcesz bardziej? – Sourena znowu się uśmiechnął. – To miłe z twojej strony. Już się bałem, że cię odstraszyłem, że się mnie boisz, nie wiem.

Arek potrząsnął głową.

— Nie boisz się mnie? – Sourena zapytał jeszcze raz, żeby się upewnić.

— Nie, byłem zaskoczony, nie spodziewałem się tego… Jak zacząłeś mówić o tych okularach, to pomyślałem, że nic z tego, że ci się nie podobam, z tymi okularami, i w ogóle, i już się w duchu przygotowywałem, że wrócę dziś do domu sam, odrzucony, zawiedziony. I zrozpaczony. Bo byłbym zrozpaczony.

Arek się uśmiechał, serce tłukło mu się z podniecenia, ale poza tym poczuł ulgę, radość, szczęście. Najpiękniejszy mężczyzna, z jakim kiedykolwiek był na randce, jeden z najpiękniejszych, jakich kiedykolwiek spotkał, zaprosił go właśnie do siebie na noc.

— Samotność ci dzisiaj grozi tylko, jeśli to ty mnie odrzucisz. Wtedy to ja zasnę dzisiaj rozczarowany. A jestem dziś sam w domu, i bardzo chciałbym mieć towarzystwo.

Sourena nie przestawał się uśmiechać, pod stołem wyprostował nogi, żeby nimi dotknąć nóg Arka i je z nimi spleść. Arek potrząsnął głową, że nie, on go na pewno nie odrzuci.

— Ale nawet gdybym był tak głupi i cię teraz tu zostawił, to taki mężczyzna jak ty, ty nie wyszedłbyś stąd sam, wyrwanie tu kogoś innego na noc nie zajęłoby ci więcej niż pół godziny – Arek poczuł wyzwalającą moc, jaka przychodzi z odwagą wyjawienia drugiemu człowiekowi, jak bardzo nam się podoba.

— Rozumiem, że to komplement, dziękuję. Jesteś pasywem, prawda?

Arek pokiwał głową na potwierdzenie, nagle się zaczerwienił, jakby się tego zawstydził. Sourena natychmiast zauważył jego nagły dyskomfort, pod stołem otarł się pieszczotliwie nogą o jego nogę, żeby mu dodać otuchy.

— Co się stało? Nie ma się czego wstydzić. Ja jestem aktywem, to dobrze, że jesteś pasywem, to mi się właśnie podoba, tego właśnie od ciebie chcę. I want to fuck you tonight. Co bym zrobił, jakbyś też był aktywem?

Sourena uśmiechał się rozbrajająco, jego duże, równe zęby były śnieżnobiałe, a to „I want to fuck you tonight” wypowiedział jak najsłodszą pieszczotę, w jego ustach słowo fuck było przepiękne. Sourena był uważnym obserwatorem i widział, że Arek, młodszy od niego o kilka lat (Sourena miał 27), był niedoświadczony i nieśmiały. Sourena chciał, żeby Arek czuł się dobrze w jego towarzystwie. Moment zawstydzenia przeminął więc równie szybko, jak się pojawił. Arek wciąż nie pojmował, co taki mężczyzna jak Sourena mógł w nim widzieć, ale czuł się z nim bezpiecznie, czuł się szczęśliwy jego towarzystwem i myślą, że nadchodzącą noc Sourena spędzi z nim. Nawet jeśli nic więcej z tego nigdy nie wyjdzie, a wiedział, że nie wyjdzie, bo za półtora tygodnia miał już być w Polsce, będzie miał najwyżej dwa wolne wieczory, a za tydzień-dwa Sourena znajdzie sobie chłopaka ze swojej ligi, to znaczy równie zabójczego jak on sam. A jednak tego dnia swoje towarzystwo oferował bezinteresownie właśnie Arkowi, był czarujący, po prostu cudowny, więc Arek cieszył się tym, co ma, i cieszył się bardzo. Pił to swoje wino spokojnie, wiedząc, że Sourenie się nie spieszy i delektując się oczekiwaniem w podnieceniu na to, co się jeszcze tej nocy wydarzy.

Poszli potem na metro. Dzięki ściskowi, jaki panował w pociągu, mogli stać blisko siebie, nawet dyskretnie się dotykać. Arek czuł zapach jego perfum i podziwiał z bliska twarz i szyję Soureny, z walącym sercem wyczekując, aż będzie wreszcie mógł własną twarz wtulić w cudowny czarny mech jego zarostu.

Jest to być może mniej-więcej początek (haha, być może, mniej-więcej, tak!) powieści, która na tym (wstępnym) etapie ma mieć tytuł Ceremonie świąteczne. Tutaj trochę więcej. Co z tego wyjdzie, zobaczymy. Pierwszy draft, brudnopis.

Jarosław Pietrzak

Jestem na Facebooku i Twitterze.

Reklamy