Czuję, jakby moja głowa była we mgle
Czuję, jakbym był dwie stopy nad ziemią
Czuję, jakbym nie mógł się dostać dość wysoko
Podkręcam głos tak wysoko, że nie słyszę już żadnego dźwięku
Czuję, jakbym ledwo się poruszał
Dopóki nie pędzę 200 na godzinę
Czuję, jakby moja dusza nie znała odpoczynku
Dopóki ty nie przyjdziesz
[…]
Czy to miłość
Czy hipermiłość?
Czym jest miłość?
Hipermiłość, hiperżycie
Przepala wszystko
Nic nie zostawiając
Hipermiłość zostawia mnie w tęsknocie
Hipermiłość zostawia mnie w płomieniach
*
Podobnie jak reszta cytatów w dalszej części niniejszego tekstu, fragment powyżej jest w moim roboczym przekładzie. Ten słowa utworu Hyperlove, który otwiera najnowszy album Miki (ukazał się 23 stycznia 2026 r.) i nadaje mu tytuł także jako całości. Samo słowo hyperlove powraca w innym utworze, Modern Times, na tej samej płycie – bo Mika zawsze tak robi, że pewne słowa lub frazy powracają, żeby podkreślić osobisty charakter każdego albumu, fakt, że każdy jest pomyślany jako pewna semantyczna całość, ale i artystycznego projektu, jakim jest jego twórczość tout court.
Hyperlove to album promowany trasą koncertową Spinning Out (to z kolei od tytułu innego utworu), z którą od końca stycznia Mika jeździł po Europie, a teraz kontynuuje ją w Ameryce Północnej. „Is it love / Or hyperlove?” – o jaką różnicę jest to pytanie? Czym jest hyperlove wobec love takiej zwykłej, bez hyper?
Mika
Wróć. Piszę w końcu dla odbiorców w Polsce, gdzie może pojawiać się pytanie: kim w ogóle jest Mika? O kogo chodzi?
Nad Wisłą już w drugiej dekadzie tego stulecia przemysł muzyczny – jego sektor koncertowy, radia i telewizje – umówiły się z jakiegoś powodu, że porzucają zainteresowanie tym artystą. Twórca i wykonawca Relax, Take It Easy i Grace Kelly, które miażdżyły listy przebojów w 2007 r. (jego całkowicie autorskie Life in Cartoon Motion było wówczas najpopularniejszym debiutanckim albumem na świecie), został nad Wisłą w znacznym stopniu zapomniany. Jego wydawca, Universal Music, ma oczywiście swój polski oddział, ale i tak zarzucono promowania go po drugim albumie, The Boy Who Knew Too Much (2009). Dlaczego, pozostaje dla mnie i innych zainteresowanych zagadką. Czyżby uznano, że homoseksualny Arab to dla polskiej publiczności za dużo? Bo faktycznie, dopiero wokół trzeciego albumu, The Origin of Love, który w Polsce zupełnie nie zaistniał, Mika pozwolił sobie na oficjalny coming out (w 2012 r.) – choć oczywiście, kto chciał, to od dawna wiedział (na jego koncertach od początku roiło się od tęczowych flag).
Czytaj dalej