Po amnezji, po dysocjacji
Nie wszystkich w twoim życiu ucieszy, że zdrowiejesz z trwającej większość twojego życia traumy i z wynikającego z niej CPTSD (complex post-traumatic stress disorder).
Kiedy wybudzasz się z amnezji i dysocjacji, okazuje się nierzadko – skoro trauma była relacyjna i interpersonalna, tzn. wyrządzona przez innych ludzi – że w twoim życiu i w twoim otoczeniu, w ten czy inny sposób, obecne wciąż mogą być (przynajmniej niektóre) osoby, które miały z tą traumą coś wspólnego. Które ci to – lub jakąś część tego – zrobiły. Różnie bywa, kto to będzie dokładnie. Osoby, które ci to dosłownie wyrządziły – bezpośredni sprawcy. Osoby, które w tym uczestniczyły na zasadach współudziału, aktywnego bądź milczącego. Osoby, które do tego dopuściły, które cię na to wystawiały, które wzruszały ramionami na to, że coś ci się stało, choć spoczywał na nich wobec ciebie obowiązek opieki. Osoby, które cynicznie twoje trudności z samym/samą sobą wykorzystywały, żerowały na tobie, korzystały na tym, że ktoś kiedyś zostawił w twoim oku odłamek lodu.
Np. na tym, że niektórym ludziom nie potrafisz powiedzieć „nie” albo „basta!” – nie tylko nie wiesz, dlaczego, ale nawet nie dostrzegasz tego, że tak jest, że nie potrafisz. Na tym, że na zbyt wiele obiektywnie niedopuszczalnych zachowań przymykasz oko i udajesz, że spływają po tobie jak po kaczce. Na tym, że nie bronisz swoich interesów i cokolwiek zrobią, zrobią bez oporu i bezkarnie. To wynikająca z traumy dysocjacja odłączała cię w wielu sytuacjach od pełnego kontaktu z otaczającą cię bezpośrednio rzeczywistością w czasie teraźniejszym.
No więc te osoby mogą wciąż być w jakiś sposób w twoim życiu obecne. Tyle, że twój umysł do niedawna robił wszystko, żebyś o tym, co ci wyrządziły, nie wiedział (amnezja) lub nie myślała (dysocjacja). I wszystkie takie osoby w twoim życiu i w twoim otoczeniu twoja trauma i objawy CPTSD, twoja dysocjacja i twoja amnezja tak długo bardzo wygodnie urządzały. Mogły udawać przed sobą lub przed światem, że mają czyste sumienie. Jeżeli osoby te ci to wprost wyrządziły, lub w tym uczestniczyły; jeżeli wiedziały, że do tego dopuściły lub wtedy, kiedy trzeba ci było pomocy, zlekceważyły to, bo miały na twój stan wywalone – to twoja amnezja i twoja dysocjacja pozwalały im nie czuć się winnymi, albo chociaż mieć fałszywe przekonanie, że nie czują się winne. Albo znajdować zadowolenie w okoliczności, że nikt nie wydaje się wiedzieć czy pamiętać, że coś na tym sumieniu jednak ciąży. „Skoro on sam / ona sama nie pamięta, to po sprawie, nikt się już nigdy nie dowie”. Albo: „skoro nie pamięta, albo nic nie mówi, to znaczy, że nic wielkiego się nie stało, „no big deal”.
Kiedy amnezja ustępuje, zapora odłączająca od twojej świadomości odseparowaną część pamięci nagle puszcza i zaczynasz otrząsać się z dysocjacji, to takich ludzi może ogarnąć przerażenie. Ile teraz nagle znowu pamiętasz i jak dobrze? Ich obawy są uzasadnione, gdyż odzyskujesz czasem ogromne ilości pamięci, zdumiewająco duże, nawet jeśli są w niej wciąż – a często są – ogromne dziury.
Część z tej odzyskiwanej pamięci była całkowicie zatrzaśnięta, jakby w sejfie, chronionym przez lata przed pamięcią w pełni świadomą, w stanie takim, w jakim zamarzła w momencie centralnego wydarzenia lub serii wydarzeń. Wówczas pamięć ta powraca we flashbackach, które mogą uderzać z fotograficzną dokładnością, zupełnie jakby to się stało dopiero co. (EMDR może skutecznie pomóc w zadaniu przeniesienia subiektywnego sposobu, w jaki to wydarzenie jest odczuwane, głębiej w przeszłość).
Część z tej powracającej pamięci nie była aż tak szczelnie zamknięta, ale była przez mózg ogromnym wysiłkiem (mechanizmami dysocjacji) odpychana w cień, jej znaczenie umniejszane, trywializowane. Mogło to przypominać coś w rodzaju udawania przed samym sobą, że się nie pamięta lub puściło w niepamięć – lub oszukiwania się, że te rzeczy wcale nie bolały, a w ogóle to dawno i nieprawda. Kiedy ustępuje amnezja, rozpadowi zaczynają też ulegać mechanizmy dysocjacji i tamte zasoby pamięci również powracają, już nie w tak fotograficznie dokładnych i wstrząsających flashbackach, jak najbardziej traumatyczne, centralne wydarzenie lub seria wydarzeń, ale mimo wszystko z ożywioną intensywnością, w szczególności zamrożone wtedy emocje, które odmrażają się i uderzają falami, jakby dotyczyły przeżyć zupełnie niedawnych, choć towarzyszy temu dość jasna świadomość, że są to stare uczucia.
Tak więc ludzie tacy mają powody, by panikować. Ile pamiętasz i jak dokładnie? Bo nagle nadzieja, której się trzymali – że cokolwiek ci (z)robili, zostało już jakoś zasypane przez czas, uznane za niebyłe i zabiorą to jako swój własny sekret do grobu – okazuje się mieć termin ważności i termin ów właśnie upłynął.
Niektóre z tych osób mogą z pogardliwym grymasem pytać, co ci się stało? Teraz – nie dwadzieścia czy trzydzieści lat wcześniej, kiedy ci się naprawdę coś stało; nie przez kilka dekad cierpienia po tym, co ci się stało. Zbulwersowało je dopiero, kiedy wszystko zaczęło się od-stawać, kiedy ten kawałek lodu w oku zaczął topnieć. Nagle nie można ci już bezkarnie wchodzić na głowę, napluć do zupy – dlaczego już nie można, przecież było fajnie?
To może być dla ciebie, i pewnie będzie, moment naprawdę szokujący, ale dowiesz się czegoś ważnego o tych osobach. Czegoś, co lepiej jednak wiedzieć. To dlatego nigdy nie spędzało im snu z powiek, że potrzebujesz pomocy – twoje trudności, twoje słabości, twoje momenty paraliżu, one im zapewniały wygodę, były przez nie pożądane, mile widziane. Twoje interesy mogły być lekceważone, tych osób toksyczne potrzeby (choćby wyżywania się na kimś emocjonalnie lub wydawania komuś rozkazów) realizowane bezkarnie i bezkosztowo. Twój stan, w latach twojej amnezji i dysocjacji, to było to, co je urządzało, co im się podobało. Tamta wersja ciebie to była wersja, jakiej pragnęły.
Niektóre z tych osób przystąpią więc do ataku. Bywa, że natychmiast, gdy tylko dosięgną ich wieści, że coś ważnego się w twojej świadomości zmieniło, np. zaczynasz mówić o swojej przeszłości, o tym, co cię kiedyś spotkało. Czyli pamiętasz, ktoś zdjął zaklęcie, które tak długo utrzymywało cię w amnezji. W porywie furii spróbują cię więc retraumatyzować. Może świadomie, może w serii bezrefleksyjnych odruchów odpalających stare nawyki lub stare poczucie, że mają do takiego zachowania prawo (kiedyś nie napotykało to wszak oporu). Może zdążą cię szybko wepchnąć do stanu poprzedniego i po tym krótkim zaburzeniu będziesz z powrotem „pod kontrolą”, w stanie, który znali i zawsze im odpowiadał? W tym celu, w trybie przyspieszonym i skompresowanym, sięgnąć mogą po cały zestaw skryptów, które dawno temu, kiedy to ci się stało, tak skutecznie się sprawdzały. W bardzo krótkim okresie uruchomią je wszystkie: lekceważenie i umniejszanie znaczenia twoich słów; tłumaczenie ci, co ma a co nie ma znaczenia, bo przecież oni wiedzą wszystko za ciebie; stare, dobre i tyle razy sprawdzone poniżanie; próby bezdusznego ośmieszania. Kiedy te się, ku ich zaskoczeniu, okażą niespecjalnie już skuteczne, przejdą do poszukiwania sojuszników i nastawiania przeciwko tobie innych osób (w rodzinie i poza nią), do prób oczerniania cię w oczach innych ludzi.
To się może potoczyć bardzo szybko. Wywoła szok i będzie bolało. Taką osobą może się okazać nawet twoja matka. Niespodziewane uświadomienie sobie, że Grecy nie przesadzali, Medee istnieją, będzie stanowić wstrząs. Przez cały czas przeżyty w traumie i w CPTSD przed tą świadomością chroniły cię nieświadome mechanizmy dysocjacji. Które właśnie przestały działać. Wszystko nagle dokładnie pamiętasz – np., że nie tylko twój ojciec był dla ciebie zawsze podły, tylko zbyt trudno było dziecku przyswoić prawdę swojego położenia w całym jego okrucieństwie. Oboje rodzice niestrudzenie usiłowali cię złamać: kontrola przez poniżanie. Kiedy w końcu ktoś na zewnątrz tego kręgu złamał cię ostatecznie, zadając decydujący, finalny cios, a ty wróciłeś do domu na zawsze odmieniony, by już nigdy nie wrócić do poprzedniej wersji siebie – to ich bynajmniej nie zmartwiło, nie zaniepokoiło, nie zaczęli się dwoić i troić, jak ci pomóc, jak cię na czas uratować. Zatarli ręce, przyjęli jak dar od losu, jak sukces. Jedno dziecko załatwione – teraz tylko je w takim stanie dłużej utrzymać.
Wcześniej różnie można było do tego podchodzić. „Może nie rozumiała, co robi?”. „Może lepiej wtedy nie umiała?”. Ale świadomość, że niczego nigdy nie żałowała, nad niczym się nigdy nie zastanowiła, niczego do dzisiaj nie żałuje i nigdy się nie zmieniła, po prostu jest cały czas taka sama – to niesamowicie bolesny wstrząs, tym bardziej, że doświadczysz go w momencie podwyższonej wrażliwości, bezprecedensowego emocjonalnego rozkołysania, kiedy miewasz chwilami wrażenie, że jesteś o dwa kroki od rozpadu swojej osobowości.
Ale jest to rozkołysanie na drodze do uzyskania nowej, tym razem prawdziwej równowagi. Całkowite odcięcie się od takiej osoby, nawet matki, w pierwszej chwili doświadczane jako wstrząs, okaże się potem ulgą, jakby nagle spadł z ciebie kolosalny ciężar, który ciążył na tobie tak nieprzerwanie, że nawet nie przychodziło ci do głowy, że może nie ma w nim nic normalnego. Nagle zaczniesz rozumieć, dlaczego tyle energii pochłaniały próby zrozumienia osoby – i porozumienia z osobą – która podobnym próbom wobec ciebie nie poświęciła przez całe życie nawet kilku minut zastanowienia. Nagle zacznie mieć sens, dlaczego pomimo wyrzutów sumienia tyle razy w życiu nie było cię w rodzinnym domu choć na chwilę przez dwa lata, raz nawet trzy. Dlaczego każda rozmowa z nią pozostawiała cię zawsze w stanie takiego wyczerpania, że rzadko rozmawialiście częściej niż raz w miesiącu, czasem tylko kilka razy w ciągu roku. Twoja świadomość „nie pamiętała”, ale twój system nerwowy, z ukrytych przed świadomością pozycji, robił, co w jego mocy, żeby chronić cię przed niepotrzebnym powracaniem do jednego ze źródeł twojego cierpienia.
Ale twoje zdrowienie nie wymaga niczyjego pozwolenia – w szczególności pozwolenia ludzi, którzy ci całe to cierpienie zafundowali. A szybko okaże się też, kto naprawdę zasługuje na miejsce w twoim życiu.
Jarosław Pietrzak