Kiedy mówią, że trauma – w prawdziwym sensie tego słowa – organizuje cały stosunek doświadczonego nią człowieka do świata zewnętrznego i własnego ciała, nie jest to ani metafora, ani hiperbola.
Próbuję obecnie ogarnąć na nowo całą historię mojego życia – odkąd wiem, że zdefiniowanego przez jedno katastrofalne wydarzenie, które we mnie uderzyło, gdy miałem piętnaście lat, a które na ponad trzydzieści lat wykasowałem z pamięci. Kiedy kluczowe wydarzenie pozostaje usunięte ze świadomości, człowiek jest na wiecznej wojnie z samym sobą, niezdolny zrozumieć, dlaczego tak często robi coś, czego wcale nie chce albo nie jest zdolny robić tego, czego chce – ani znaleźć wyjście z tej udręki.
Przez trzy miesiące od powrotu pamięci mojej Katastrofy – we flashbackach, które wyglądały jak seria fotografii przesuwających się przed moimi oczami – byłem emocjonalnie zbyt rozkołysany, żeby czytać książki. Byłem w stanie skupić się tylko na krótszych tekstach. Ale coś się już ruszyło. Na razie w bezpośrednim związku z procesem, który we mnie zachodzi, ale znowu czytam książkę. Sięgnąłem po The Body Keeps the Score Bessela van der Kolka, po polsku wydane pod tytułem Strach ucieleśniony.
O wzmianki na temat tej książki rozbiłem się kilka razy w krótkim czasie. Kiedy zaszedłem do angielskiej księgarni Waterstones tutaj, w Amsterdamie, myślałem, że to jedna z tych pozycji, które trzeba zamówić, żeby człowiekowi sprowadzili. Przekonałem się tymczasem, że to prawdziwy bestseller, bo w księgarni stał cały słup jej egzemplarzy.
Van der Kolk jest holendersko-amerykańskim psychiatrą, ekspertem od traumy, jednym z pionierów (nie odkrywcą, ale wczesnym praktykiem) takich metod jej leczenia jak EMDR, terapia psychomotoryczna czy neurofeedback. W książce pisze m. in. o tym, jak osoby w traumie często nie czują niektórych obszarów swojego ciała, nie docierają do nich sygnały, które normalnie powinny z nich spływać, w tym ból. Coś mi to przypomniało.
Czytaj dalej