Stupor, szepty, strach

Pewne symptomy od dawna nie tylko mi towarzyszyły, nie tylko mi doskwierały, ale i świadomie zastanawiały mnie już od dawna. Na tyle, że próbowałem je opisywać na wcześniejszych etapach moich doświadczeń z poszukiwaniem pomocy psychologicznej. Dopóki nie znalazłem mojego obecnego terapeuty (nazywam go tutaj Aniołem Jujitsu), nigdy nie zwróciły niczyjej uwagi, nie sprawiły, że któreś z nich (tych osób wcześniej spotykanych) się na chwilę zatrzymało i pomyślało: „to może na coś wskazywać”.

Stupor

Chyba odkąd byłem nastolatkiem zapadałem czasem w pewien dziwny stupor. W łazienkach, wieczorami – czyli tak naprawdę (dla normalnych ludzi) w nocy, bo od piętnastego roku życia chodziłem spać bardzo późno.

Są to epizody nasilonej dysocjacji, w których następuje jakiś glicz temporalny. Wchodzę, wykonuję tam tylko całkiem normalne czynności, nie farbuję włosów, nie zakręcam ich, nie prostuję, nie mam przecież makijażu do usunięcia. Ale kiedy wychodzę, okazuje się, że minęła godzina, półtorej, bywa, że dwie. Naprawdę wtedy nie rozumiem, co mi pochłonęło tyle czasu. Myłem zęby przez pół godziny? Stałem pod prysznicem pół godziny? Gapiłem się tępo w lustro przez pół godziny?

Czytaj dalej
Jarosław Pietrzak

Moja lewa stopa

Kiedy mówią, że trauma – w prawdziwym sensie tego słowa – organizuje cały stosunek doświadczonego nią człowieka do świata zewnętrznego i własnego ciała, nie jest to ani metafora, ani hiperbola.

Próbuję obecnie ogarnąć na nowo całą historię mojego życia – odkąd wiem, że zdefiniowanego przez jedno katastrofalne wydarzenie, które we mnie uderzyło, gdy miałem piętnaście lat, a które na ponad trzydzieści lat wykasowałem z pamięci. Kiedy kluczowe wydarzenie pozostaje usunięte ze świadomości, człowiek jest na wiecznej wojnie z samym sobą, niezdolny zrozumieć, dlaczego tak często robi coś, czego wcale nie chce albo nie jest zdolny robić tego, czego chce – ani znaleźć wyjście z tej udręki.

Przez trzy miesiące od powrotu pamięci mojej Katastrofy – we flashbackach, które wyglądały jak seria fotografii przesuwających się przed moimi oczami – byłem emocjonalnie zbyt rozkołysany, żeby czytać książki. Byłem w stanie skupić się tylko na krótszych tekstach. Ale coś się już ruszyło. Na razie w bezpośrednim związku z procesem, który we mnie zachodzi, ale znowu czytam książkę. Sięgnąłem po The Body Keeps the Score Bessela van der Kolka, po polsku wydane pod tytułem Strach ucieleśniony.

O wzmianki na temat tej książki rozbiłem się kilka razy w krótkim czasie. Kiedy zaszedłem do angielskiej księgarni Waterstones tutaj, w Amsterdamie, myślałem, że to jedna z tych pozycji, które trzeba zamówić, żeby człowiekowi sprowadzili. Przekonałem się tymczasem, że to prawdziwy bestseller, bo w księgarni stał cały słup jej egzemplarzy.

Van der Kolk jest holendersko-amerykańskim psychiatrą, ekspertem od traumy, jednym z pionierów (nie odkrywcą, ale wczesnym praktykiem) takich metod jej leczenia jak EMDR, terapia psychomotoryczna czy neurofeedback. W książce pisze m. in. o tym, jak osoby w traumie często nie czują niektórych obszarów swojego ciała, nie docierają do nich sygnały, które normalnie powinny z nich spływać, w tym ból. Coś mi to przypomniało.

Czytaj dalej

Dawno temu

Niech to będzie rodzaj listu – z samego środka ostrej fazy reaktywacji głębokiej traumy. Adresowany do tych, których interesuje, co się ze mną dzieje lub którzy zastanawiają się, co odpowiada za ogólny spadek mojej aktywności i obecności w różnych miejscach, długie przerwy i problemy z „dostarczaniem”. Obniżona aktywność, przerwy i wydłużony czas „dostawy”, mogą jeszcze jakiś czas potrwać, niestety.

Rok 2025 skończył się dla mnie not with a whimper but a bang. Dzisiaj kończę 47 lat z poczuciem, że nic w moim życiu – ani tym, jak je rozumiem – nie jest już takie samo.

Jednej nocy zrozumiałem całe moje życie, źródło całego w nim cierpienia i udręki w jednym katastrofalnym wydarzeniu, które w wieku piętnastu lat natychmiast wykasowałem z pamięci – musiałem, nie dało się inaczej, bo rozsadziło mi system. W grudniu pamięć powróciła w bardzo filmowych flashbackach. To naprawdę wygląda tak jak w filmach.

A co się potem z człowiekiem dzieje, bardzo rudno sobie wyobrazić, jeśli się tego nie doświadczyło. Nie tylko odczuwa się takie przywrócone wspomnienie, jakby wydarzyło się wczoraj, ale odmrażają się całe lata – ponad trzydzieści lat w moim wypadku – zamrożonych do tej pory uczuć. Kaskady wszystkiego, co wcześniej zatrzymywane było mechanizmami dysocacji i wypierania

Czytaj dalej