II wojna światowa, kapitalizm i zniszczenie

80 lat temu wybuchła II wojna światowa. Wczoraj była rocznica jednej z umownych dat tego początku – umownych, bo w Azji wojna już dawno się toczyła.

Kiedy rozmawiamy o dynamice procesów, które doprowadziły do największej katastrofy XX wieku, zbyt często ograniczamy się wyłącznie do refleksji o eksplozji autorytaryzmów i agresywnych ideologii, nacjonalistycznych i rasistowskich, które swoje zwieńczenie znalazły w faszyzmach europejskich i japońskim, by te następnie podążały zgodnie z własną wewnętrzną logiką aż do podpalenia świata. Piszę „ograniczamy”, bo zawężamy w ten sposób przedmiot refleksji do samych dyskursów politycznych, tak jakby „wydarzały się” one w jakiejś wolnej, autonomicznej sferze idei i tylko odbijały się na zewnątrz, w postaci konsekwencji w realnym świecie społecznym, kiedy już podbiją dostatecznie wyobraźnię społeczeństw.

Najbardziej trywialny trakt takich refleksji – jak piekło, wybrukowany oczywiście najlepszymi chęciami („ostrzegania przed powtórką z historii”) – to liberalne pojękiwania o tolerancji i nietolerancji, o „zamykaniu się” i „otwieraniu”, o nacjonalizmie ale w oderwaniu od funkcji ekonomicznych, jakie pełni (jako wyłącznie irracjonalnej niechęci do nie-swoich), o autorytaryzmie jako problemie raczej psychologicznym (nawet jeśli zbiorowym), oderwanym od materialnych sił rządzącym kapitalizmem jako systemem ekonomicznym. W Polsce jednak „analizy” na poziomie naiwnego liberalizmu powtarzane są także na lewicy, zdarzają się nawet komentatorom określającym się czasem w celach polemicznych jako marksiści.

Czytaj dalej

Theresa May: Kronika zasłużonej śmierci

Dziś, 24 lipca [tekst ukazał się tamtego dnia na łamach Strajk.eu], Theresa May, konserwatywna szefowa brytyjskiego rządu w latach 2016-2019, złożyła urząd na ręce królowej Elżbiety II. Miejmy nadzieję, że odchodzi już na zawsze w polityczny niebyt. Choć szanse, że jej następca będzie jeszcze gorszy, są więcej niż ogromne, nikt w Wielkiej Brytanii nie będzie za nią płakał. I nie powinien.

To prawda, że jeśli Brexit okaże się katastrofą, torysi uczynią May kozłem ofiarnym. Zrzucą na nią całą odpowiedzialność za nadchodzące nieszczęścia, choć sama tego bajzlu nie narobiła, przejęła go po Davidzie Cameronie. To prawda, że być może całe zadanie przeprowadzenia Wielkiej Brytanii przez wertepy Brexitu było skazane na porażkę, ktokolwiek by się go nie podjął. Nie szastajmy jednak współczuciem – May na nie nie zasługuje. Na wszystko, co w ciągu trzech lat premierowania eksplodowało jej prosto w twarz, pracowała ciężko przez całe życie.

Czytaj dalej

Incydent w Cieśninie Ormuz i Biały Dom Wariatów

Po okresie rosnących napięć między Waszyngtonem a Teheranem, niedługo po tym, jak Waszyngton ogłosił, że to Iran odpowiada za niewyjaśniony jak dotąd „atak” na japońskie tankowce 13 czerwca w Zatoce Omańskiej (w którym nie miał żadnego interesu, wręcz przeciwnie, tym bardziej w czasie wizyty premiera Abe w Teheranie), 20 czerwca we wczesnych godzinach rannych irańskie siły zbrojne zestrzeliły bezzałogowego amerykańskiego drona wywiadowczego, jedną z najnowszych, prototypowych zabawek Pentagonu. Wbrew temu, co oznajmiła administracja prezydenta Donalda Trumpa, dron nie znajdował się nad wodami międzynarodowymi – nie mógł, nie ma takich w cieśninie Ormuz, jest za wąska. Kończą się wody Iranu, zaczynają Omanu – nie ma nic pomiędzy. Kilkanaście godzin później, w nocy, Trump odwołał uderzenie odwetowe dosłownie na kilka minut przed jego planowanym czasem.

Jest kilka standardowych liberalnych reakcji na to wydarzenie, które niestety często podzielane są przez komentariat lewicowy.

Czytaj dalej

Brzydkie słowo: Pedofilia

Dlaczego ilustracją nad tekstem o pedofilii jest zdjęcie z wnętrza katolickiego kościoła? Dziś pewnie nie trzeba już tego wyjaśniać, nawet w Polsce.

Kler Smarzowskiego widziałem w Amsterdamie (był w holenderskich kinach, w regularnej dystrybucji) i bardzo mi się podobał. Nie jest to arcydzieło, ale naprawdę dobry, pod wieloma względami, film, i pojechał po bandzie. Cieszy, że Smarzowskiemu udało się przemówić do szerokiej publiczności. Ucieszyła mnie też społeczna odpowiedź na zrealizowany za środki z publicznej ściepki i udostępniony za darmo na YouTubie dokument Tomasza Sekielskiego Tylko nie mów nikomu.

Tak więc w końcu nawet Polacy dowiedzieli się tego o Kościele katolickim. Nie mogą się już dłużej okłamywać, nie mogą już od siebie odsuwać, że takie rzeczy to się może i zdarzają, ale – dawno i daleko, czyli jak nieprawda.

W końcu nawet do Polaków dotarło, że jedną z najpotężniejszych instytucji w ich kraju, wywierającą olbrzymi, patologiczny wręcz wpływ na całość ich życia społecznego, jest Międzynarodowy Syndykat Gwałcicieli Dzieci. Jego funkcjonariusze między Wisłą a Bugiem, tak samo jak wszędzie indziej, systemowo i na masową skalę gwałcą dzieci, a inni tych, którzy dzieci gwałcą, osłaniają przed odpowiedzialnością za wyrządzane krzywdy. W końcu nawet do Polaków dotarło, że w ich kraju, w ich mieście, w ich parafii – też są gwałciciele w sutannach, gwałciciele dzieci, nierzadko seryjni gwałciciele dzieci. Albo/oraz kryjący ich wspólnicy.

Dotarło, prawda?

A jednak – po chwili czegoś, co wydawało się wstrząsem, nastąpił być może… radykalny powrót do status quo ante.

Czytaj dalej

Lewica w Europejskiej Krainie Czarów

“Ksenofobiczna, antyeuropejska prawica”, “rasistowski, nacjonalistyczny, antyunijny, prawicowy” – tego rodzaju automatyczne ciągi skojarzeń, łańcuchy odruchowo łączonych znaczeń, zbitki pojęć zadrukowały wyobraźnię większości współczesnej polskiej lewicy. Do tego stopnia, że ich naturalnym i jedynym możliwym przeciwstawieniem są zbitki w prosty sposób odwrotne, ale równie automatyczne, podług których lewicowość idzie „w naturalny sposób” w parze z postawą „proeuropejską” czyli „prounijną”. Unia Europejska w tym wyobrażonym krajobrazie jest synonimem Europy jako kontynentu, jako jednostki „cywilizacyjnej” czy „kulturowej”, jest też w jakiś sposób, z założenia i z natury, antytezą rasizmu i ksenofobii, być może nawet nic nie robi, tylko walczy z ich demonami.

Ten automatyczny, prosty podział nie jest nawet przedmiotem debaty, jest dzisiaj reprodukowany odruchowo i bezrefleksyjnie, bardziej niż w argumentach przejawia się w przewracaniu oczami, zbywaniu kogoś machnięciem ręką, głupim uśmiechem. Nawet najstaranniej wykładana krytyka Unii Europejskiej w jej realnej a nie wydumanej, wyśnionej postaci sprowadza na jej autora nieuchronne oskarżenia, że jest koniem trojańskim Polexitu na lewicy, wielu i tak automatycznie i natychmiast zbędzie ją jako to samo, co mówi katolicko-narodowa prawica. „Granie do jednej bramki z Putinem” pewnie też nie zostanie mu oszczędzone.

Czytaj dalej

Wenezuela i faszyzm XXI wieku

Niektórzy z jakiegoś powodu wierzą, że neoliberałowie stanowią przynajmniej jakąś zaporę przed rozlewającym się dziś po świecie faszyzmem. Nawet na lewicy nierzadkie są fantazje o tym, że powstrzymamy faszyzm XXI wieku, zawierając taktyczny, tymczasowy sojusz z neoliberałami.

Trudno o lepszy test tej fantazji niż reakcje świata na toczącą się właśnie sponsorowaną przez Waszyngton próbę prawicowego zamachu stanu w Wenezueli. Samozwańczy „prezydent”, Juan Guaidó, polityczny pajac opozycji, którego jeszcze pół roku temu nie kojarzyło w ogóle 80 proc. mieszkańców Wenezueli, został natychmiast poparty przez Biały Dom Donalda Trumpa. Ramię w ramię z Waszyngtonem z uznaniem dla Guaidó pospieszył oczywiście nowy prezydent sąsiedniej Brazylii, faszysta Jair Bolsonaro, oraz prawicowy rząd Kolumbii, a za nimi inne konserwatywne rządy na zachodniej półkuli. Dziś [tekst ukazał się pierwotnie 27 stycznia 2019], na prośbę Trumpa, Guaidó został uznany przez skrajnie prawicowy rząd Izraela.

Czytaj dalej

Paradoksy Brexitu

Brexit to bajzel. Brexit to katastrofa. Ministerstwo Dziwnych Kroków, ale z elementami poważnej grozy. To nie ulega wątpliwości. Jednak jego anulowanie teraz nie cofnie w żaden sposób czasu, nie sprawi, że wszystko się odstanie i wrócimy do stanu poprzedniego. Co, jeśli okaże się jeszcze większą katastrofą niż sam Brexit?

Głosowanie parlamentarne nad umową rozwodową z Unią Europejską zostało przez premier Theresę May – przerażoną, że nie ma dla jej wynegocjowanej (albo raczej: narzuconej przez UE) postaci wystarczającego poparcia w ławach poselskich – odłożone do 14 stycznia. Czy się wówczas wydarzy, jeszcze nie wiemy, bo May od dłuższego czasu bawi się po prostu w pożyczanie czasu, to tu, to tam, byle na tym pożyczonym czasie utrzymać się premierskiego stołka na kolejny miesiąc, kolejny tydzień, kolejny dzień dłużej. Jest nie tylko groteskowo niekompetentna – jest też po prostu wyjątkowo złym człowiekiem, choć w szeregach współczesnych torysów ma całe mnóstwo rywali. Doskonale o tym wszystkim pamiętając, nie należy jednak May obciążać całą odpowiedzialnością za katastrofalny przebieg i owoce „negocjacji”.

Jak kretyńska nie byłaby geneza referendum brexitowego; jak fatalny by nie był przebieg kampanii, z jej kłamstwami, z tym jak bardzo narracja została zdominowana przez najgorszą prawicę i sprowadzona do „problemu imigracji”; jak nieczyste nie byłyby intencje propagandystów Brexitu – nic nie zwalnia lewicy z obowiązku przyglądania się sposobowi, w jaki Unia Europejska traktuje przez ostatnie dwa lata swojego niesfornego członka. „Rozmowy” z pozycji siły, groźby, zastraszanie, pogarda i rytualne upokarzanie państwa, które podjęło kontrowersyjny i oparty na nienajlepszych przesłankach, ale jednak demokratyczny wybór, że istnieje życie poza Unią.

underground

Czytaj dalej