Bejrut, Liban

Izrael od samego początku – niemal natychmiast po wstrząsie „Powodzi al-Aksa” z 7 października 2023 r. – nie ukrywał, że wybuch palestyńskiego powstania w Gazie to dla niego przede wszystkim okazja, pole możliwości. Okazja dla znacznie większej eskalacji przemocy, pod adresem najpierw Gazy, ale nie tylko.

Obłąkany premier Netanjahu od razu oskarżał Iran i libański Hezbollah (wspierany przecież przez Teheran) o współudział w przygotowaniu tej operacji, chociaż już wtedy wszystko wskazywało, a dzisiaj wiemy właściwie ponad wszelką wątpliwość, że Hamas przygotował wszystko samodzielnie, bez konsultacji, a nawet w tajemnicy zarówno przed ajatollahem Chameneim i jeszcze wtedy żyjącymi prezydentem Iranu Ibrahimem Raisim, jak i przywódcą Hezbollahu Hasanem Nasrallahem.

Czytaj dalej

Głowa pełna kwiatów

Na 1 grudnia 2023 zapowiadana jest [tekst ukazał się pierwotnie 29 listopada na łamach Queer.pl] premiera szóstego studyjnego albumu Miki, Que ta tête fleurisse toujours. Cztery lata od ostatniego longplaya artysty, My Name Is Michael Holbrook (pomijając albumy koncertowe i składanki przebojów). Zapowiadający nowy album utwór Mika wypuścił w świat dość niespodziewanie, wykonując piosenkę na festiwalu Francofolies w belgijskim mieście Spa i przełamując kilka lat tajemnicy otaczającej prace nad nową płytą.

Oficjalny klip do singla C’est la Vie to niezbyt skomplikowana animacja: dużo zieleni w tle, na którym unosi się demonstracyjnie wygięty i przegięty wokalista w bladoróżowym garniturze z ogromną piwonią wybuchającą z niego mniej więcej w miejscu serca. Po drodze przesuwa się francuski tekst piosenki. Z jego otwierającej się w pewnym momencie głowy wysypują się kwiaty. Tytuł płyty można przetłumaczyć: „Niech z twojej głowy zawsze wyrastają kwiaty”.

Nad Wisłą gwiazda artysty świeciła niedługo, bo tak naprawdę tylko wraz z debiutanckim albumem Life in Cartoon Motion z 2007. Piosenkę Relax, Take It Easy w Polsce przechwyciła wówczas kampania reklamowa jednego z operatorów telefonii komórkowej. Niedługo potem o tym czarującym chłopaku w Polsce praktycznie zapomniano. W tym samym czasie Mika (czasem: MIKA) jest nieprzerwanie ceniony w Wielkiej Brytanii, nawet jeśli nie jest tam już tak popularny jak kilkanaście lat temu, za to uwielbiany jak mało kto we Francji (i całej europejskiej „Frankofonii”), we Włoszech tak popularny, że go tam wystawili, żeby z Laurą Pausini prowadził Konkurs Piosenki Eurowizji w Turynie w 2022, a w Korei Południowej jego koncerty potrafią wypełnić Stadion Olimpijski w Seulu.

Wygrzebmy go więc wreszcie z krzywdzącego zapomnienia, w jakie popadł był nad Wisłą.

Czytaj dalej

Brzydkie słowo: Tolerancja

Gdy wokalistka Loreen (Lorine Zineb Nora Talhaoui) odniosła dla Szwecji swoje drugie już zwycięstwo w Konkursie Piosenki Eurowizji, media ze szczególną emfazą podkreślały trzy sprawy. 1) Była pierwszą kobietą, która odniosła ten triumf dwa razy. 2) Była drugą taką osobą (przed nią zdarzyło się to tylko jednemu wokaliście, Irlandczykowi Johnny’emu Loganowi). 3). Kim Loreen jest, w rozumieniu tożsamościowym, oprócz tego, „że ze Szwecji”: podkreślano marokańskie/berberyjskie pochodzenie jej rodziny i jej jakoby biseksualną tożsamość seksualną.

Dlaczego ten trzeci punkt był aż tak ważny dla relacjonujących wydarzenie mediów?

Biseksualna Berberyjka (cóż z tego, że ze Szwecji)

Dla tych, co nie wiedzą. Berberowie to historycznie koczownicze ludy Afryki Północnej, tak zwanego Maghrebu. Ich przodkowie zamieszkiwali tamte obszary jeszcze przed arabskim podbojem. Są wśród nich m. in. Kabylowie i Tuaregowie.

Ale Loreen urodziła się już w Danderyd, tuż na północ od Sztokholmu. Owszem, w Szwecji obowiązuje zasada ius sanguinis, a nie ius soli – a więc o obywatelstwie nowonarodzonej osoby decyduje w pierwszej kolejności „krew”, czyli narodowość rodziców, a nie miejsce urodzenia, czyli „ziemia”, jak w obydwu Amerykach, Wielkiej Brytanii czy Francji. Jednak urodzona w Szwecji Loreen jest obywatelką Szwecji i, na ile wiadomo, tylko Szwecji. Podkreślanie jej pochodzenia przy okazji każdego komunikatu, to tak, jakby uporczywie zaznaczać czeskie pochodzenie Gustawa Holoubka i Krystyny Jandy. Skoro o Holoubku i Jandzie tak nie mówimy, to pewnie dlatego, że zarezerwowano to dzisiaj głównie dla tych, których rodziny mają korzenie poza Europą, nie są „białe”…

Czytaj dalej