Podcast o izraelskim ludobójstwie w Gazie

22 stycznia Rafał Górski z Instytutu Spraw Obywatelskich rozmawiał ze mną w dla ich podcastu o tematach poruszonych w moim eseju opublikowanym 12 stycznia na łamach Krytyki Politycznej.

Podcast Izrael i Palestyna: ludobójstwo z użyciem sztucznej inteligencji dostępny jest tutaj.

Tekst Gaza: laboratorium eksterminacji, wokół którego rozmawiamy – na stronie Krytyki Politycznej.

O znaczeniu Gazy – dla „Krytyki Politycznej”

W przemocy, która na naszych oczach uderza w Palestyńczyków, przegląda się potencjalna, niewypowiedzianie koszmarna przyszłość ludzkości w ogóle.

Mój tekst pt. Gaza: laboratorium eksterminacji ukazał się dzisiaj na łamach Krytyki Politycznej.

Dzisiaj, czyli 12 stycznia 2024, w drugim dniu procesu wytoczonego Izraelowi przez Republikę Południowej Afryki przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości na podstawie Konwencji o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa z 1948 r.

Nawiązuję w nim do książkowego eseju Petera Frase’a o czterech możliwych przyszłościach ludzkości po dobiegającym kresu kapitalizmie, o której pisałem kiedyś więcej.

Całość tekstu o prowadzonej od ponad trzech miesięcy izraelskiej zagładzie Gazy dostępna jest na stronie Krytyki Politycznej.

Jestem na Facebooku i Twitterze (pardon, X) .

Przyszłość

Mam trudną relację z przyszłością. Zbyt często zbyt trafnie ją przewiduję. Wiem, jak to może brzmieć, ale radzę się nie śmiać. Jak nie pamiętacie – albo mnie wtedy nie czytaliście – to zaraz będą dowody.

Zbyt często, bo póki co, większość tych (zbyt) trafnych przewidywań była bardziej niż pesymistyczna.

Zbyt często, bo filozoficznie uważam jednak, że przyszłość jest fundamentalnie nierozstrzygnięta, otwarta i zależy (powinna zależeć) od wyników starć między zbyt wieloma rywalizującymi siłami (interesami ekonomicznymi, klasami społecznymi, potęgami militarnymi, formacjami oporu), żeby dało się ją ot tak po prostu czytać z wyprzedzeniem.

Zbyt często, bo tę trafność zawdzięczam najczęściej temu, że włączając w swojej wyobraźni podpowiadane przez nią różne symulacje rozwoju wypadków, ostatecznie jako najbardziej prawdopodobne spisuję… te najgorsze.

To może trochę tych dowodów.

Czytaj dalej

Sankcje i sankcje

W poprzednim tekście pt. Europa znowu zapłaci nazywam reżim sankcji przeciwko Rosji (wymuszony na Europie przez Stany Zjednoczone) bezmyślnym. W warunkach intelektualnego zagubienia panującego w Polsce na lewicy, w reakcji na krytykę sankcji wobec Rosji pojawiają się rutynowo pytania w rodzaju: no ale czy my na lewicy (takiej z prawdziwego zdarzenia, nie tej nędzy, jaką mamy w Sejmie) nie chcielibyśmy – no właśnie – nałożenia surowych sankcji na Izrael, dopóki się nie opamięta?

Chcielibyśmy.

Ja na pewno. Od kilkunastu lat i niezmiennie należę do zdeklarowanych zwolenników BDS i do niego przekonuję, podejmowałem nawet pewne wysiłki zasiania w Polsce ziarna kulturalnego bojkotu Izraela. BDS – skrót od Boycott, Divestment, Sanctions – to zainicjowana przez palestyńskie społeczeństwo obywatelskie międzynarodowa kampania wzywająca do bojkotu Izraela, wycofania stamtąd inwestycji i obłożenia kraju sankcjami ekonomicznymi i dyplomatycznymi, dopóki nie zaprzestanie on popełnianych na Palestyńczykach zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości. W tym brutalnego reżimu rasowego apartheidu, gorszego niż ten, któremu położono w końcu kres w Republice Południowej Afryki (zdaniem samych weteranów walki z tamtym apartheidem). Żądania te są wzorowane właśnie na środkach, które pomogły najpierw zdelegitymizować, a następnie obalić tamten apartheid.

Symboliczne gesty i polityka

Czy to stanowisko nie jest wewnętrznie sprzeczne? Domaganie się obłożenia sankcjami Izraela i krytyka sankcji nałożonych na Rosję? Nie, nie jest sprzeczne.

Czytaj dalej

Europa znowu zapłaci

Piąta wojna gazańska Izraela to kolejny po Ukrainie kolosalny kryzys międzynarodowy o globalnych konsekwencjach – i po raz kolejny Europa, reagując nań, demonstruje zero politycznej autonomii, idąc w ciemno tam, gdzie jej każą imperialne rozporządzenia płynące z Waszyngtonu. Niezależnie od tego, ile będzie musiała za to zapłacić – i od tego, że to ona, a nie Stany Zjednoczone, poniesie więcej konsekwencji.

Czytaj dalej

Izrael, Gaza i Partia Razem

Po trzech tygodniach izraelskich bombardowań Gazy, najbardziej niszczycielskich i morderczych w historii wszystkich pięciu dotychczasowych wojen Izraela z pozbawioną regularnych sił zbrojnych, odciętą od świata enklawą, Partia Razem zabrała w końcu głos. W sobotę 28 października, na stronach partii w serwisach społecznościowych zarząd krajowy partii, jak również poszczególni posłowie i posłanki ogłosili swoje stanowisko, w którym przyłączają się do Zgromadzenia Ogólnego ONZ, domagając się niezwłocznego zawieszenia broni. Dołączył do tego felieton Adriana Zandberga w „Super Expressie”. Na oficjalną internetową witrynę partii stanowisko trafiło dwa dni później.

Czytaj dalej

Wybory 2023 (dlaczego nie głosowałem)

Jeszcze niezupełnie po wszystkim, bo wstępującego rządu wciąż w Warszawie nie ma. Ale przynajmniej nikt mnie więcej nie będzie nękał po nocach, że nic innego się nie liczy, tylko pokonać PiS i Kaczyńskiego. A w ogóle to najważniejsze wybory po 1989.

Mam wrażenie, że to ostatnie słyszałem przy tylu wyborach od sam już nie wiem, ilu lat. Jeżeli każde kolejne wybory są najważniejsze od początku tzw. wolnych wyborów, i zależy od nich przetrwanie tej naszej liberalnej demokracji, to o czym to tak naprawdę świadczy? Nie o tym, jak lichym i karłowatym tworem – i to najwyraźniej strukturalnie, a nie tylko z winy wyłącznie PiS-u – musi być cała ta nadwiślańska liberalna demokracja?

Dokładnie za rok zapytam wszystkie – że tak powiem – osoby nękające, co zostało dostarczone? Zalegalizowali chociaż tę aborcję? Moje jednopłciowe małżeństwo, zawarte siedem lat temu w Londynie, jest już w końcu uznawane w moim kraju? O ile zakład, że nawet zmian tak banalnie łatwych (bo niewymagających rzucania wyzwania neoliberalnemu reżimowi akumulacji kapitału – to tutaj leżą prawdziwe przeszkody) się nie doczekamy, na pewno nie w wykonaniu tych ludzi? Przecież oni byli już u władzy, za naszego życia; wiemy, czego się możemy po nich racjonalnie spodziewać, analizując to, co już kiedyś robili (i czego nie robili). Obecność zredukowanej parlamentarnej lewicy w tym gronie będzie jedynie legitymizować politykę neoliberałów, niezdolna nic w niej kształtować.

Więc nie, nie wierzę, że koalicja anty-PiS (jeżeli/kiedy uformuje rząd), dostarczy nawet najłatwiejsze do zrealizowania tematy, których można by się spodziewać po prostu po liberałach (jak prawo do aborcji i legalizacja związków jednopłciowych). Ci ludzie nie są liberałami po prostu – oni są polskimi liberałami. To ogromna różnica.

Czytaj dalej

Dwa arabskie październiki Izraela

Wojna Jom Kippur (1973) i operacja „Powódź al-Aksa” (2023)

7 października dosłownie obudziłem się do wiadomości o niebywałej ofensywie palestyńskiego Hamasu (ugrupowania rządzącego w Gazie) i jego zbrojnego ramienia, Brygad al-Qassam, przeciwko siłom okupacyjnym Izraela. Po raz pierwszy od nałożenia przez Izrael już niemal siedemnaście lat temu blokady enklawy, Palestyńczykom udało się blokadę naprawdę przełamać i rozerwać. Niektóre obrazy z tych wydarzeń miały w sobie poetyckie wręcz piękno (bojownicy wylatujący z Gazy na paralotniach).

„Odetniecie nas od lądu i morza, to ku wolności użyjemy nieba. Możecie mieć jedną z najpotężniejszych armii na świecie, najbardziej zaawansowane technologie terroru, pacyfikacji i nadzoru, Pegasusa, drony i nanoroboty, ale ludzkie pragnienie wolności i tak przekroczy wasze zasieki i przebije się przez waszą Żelazną Kopułę” – wydawali się mówić z tych obrazów.

Dosłownie się do tych wieści obudziłem, bo o tym była pierwsza wiadomość, którą tamtego dnia dostałem whatsappem (od brata). Szok był tym większy, że byłem nazajutrz po seansie Goldy, brytyjsko-amerykańskiego biopiku o perypetiach Goldy Meir, premiery Izraela, w dniach wojny Jom Kippur (w tytułową rolę wcieliła się Helen Mirren, którą nie zawsze widać zza dymu papierosowego). Byłem w szoku, bo 7 października 2023 to niemal dokładnie 50. rocznica wybuchu tejże wojny Jom Kippur (konkretnie: jeden dzień później).

Czytaj dalej

Brzydkie słowo: Tolerancja

Gdy wokalistka Loreen (Lorine Zineb Nora Talhaoui) odniosła dla Szwecji swoje drugie już zwycięstwo w Konkursie Piosenki Eurowizji, media ze szczególną emfazą podkreślały trzy sprawy. 1) Była pierwszą kobietą, która odniosła ten triumf dwa razy. 2) Była drugą taką osobą (przed nią zdarzyło się to tylko jednemu wokaliście, Irlandczykowi Johnny’emu Loganowi). 3). Kim Loreen jest, w rozumieniu tożsamościowym, oprócz tego, „że ze Szwecji”: podkreślano marokańskie/berberyjskie pochodzenie jej rodziny i jej jakoby biseksualną tożsamość seksualną.

Dlaczego ten trzeci punkt był aż tak ważny dla relacjonujących wydarzenie mediów?

Biseksualna Berberyjka (cóż z tego, że ze Szwecji)

Dla tych, co nie wiedzą. Berberowie to historycznie koczownicze ludy Afryki Północnej, tak zwanego Maghrebu. Ich przodkowie zamieszkiwali tamte obszary jeszcze przed arabskim podbojem. Są wśród nich m. in. Kabylowie i Tuaregowie.

Ale Loreen urodziła się już w Danderyd, tuż na północ od Sztokholmu. Owszem, w Szwecji obowiązuje zasada ius sanguinis, a nie ius soli – a więc o obywatelstwie nowonarodzonej osoby decyduje w pierwszej kolejności „krew”, czyli narodowość rodziców, a nie miejsce urodzenia, czyli „ziemia”, jak w obydwu Amerykach, Wielkiej Brytanii czy Francji. Jednak urodzona w Szwecji Loreen jest obywatelką Szwecji i, na ile wiadomo, tylko Szwecji. Podkreślanie jej pochodzenia przy okazji każdego komunikatu, to tak, jakby uporczywie zaznaczać czeskie pochodzenie Gustawa Holoubka i Krystyny Jandy. Skoro o Holoubku i Jandzie tak nie mówimy, to pewnie dlatego, że zarezerwowano to dzisiaj głównie dla tych, których rodziny mają korzenie poza Europą, nie są „białe”…

Czytaj dalej

Pożegnanie z Sinéad

Nie potrafię pisać o muzyce, nie mam przygotowania ani systematycznej wiedzy. Moje playlisty każdy koneser uznałby z miejsca za dzieła w znacznej mierze przypadku. Dlatego z zasady o muzyce nie piszę – co najwyżej, a i to rzadko, przywołując ją (lub kogoś z muzycznym dorobkiem) jako przykład w innych słusznych sprawach.

Tym razem jednak ciężko mi tak całkiem nic nie napisać – trzeba chociaż pożegnanie. Zajęło mi to kilka dni, bo słabo u mnie wciąż z czasem reakcji. Abstrahując od tego, że wiadomość o śmierci Sinéad zastała mnie bardziej nieprzygotowanym niż większość wiadomości z tego gatunku. Była na śmierć naprawdę za młoda i wydawało się to tak niedawno, gdy w wywiadzie w irlandzkiej telewizji sprawiała wrażenie, jakby odnalazła wewnętrzny spokój, nawet jeśli szeroko odmawiano zrozumienia dla sposobu, w jaki go odnalazła (zaczytując się w Koranie i przechodząc na islam, jednocześnie zmieniając nazwisko na Shuhada’ Sadaqat).

Trzeba napisać chociaż pożegnanie, bo na wieść o jej śmierci, rozpłakałem się i zapadłem znowu w Troy i Feel So Different. Nigdy nie sporządzę listy moich ulubionych piosenek, bo nigdy takich list nie sporządzam – ani piosenek, ani filmów, ani książek, niczego – ale gdybym sporządzał, to te dwie by się tam znalazły.

Trzeba napisać pożegnanie, bo chociaż muzyka nigdy nie rządziła moją wyobraźnią, to Sinéad była dla mnie w niełatwym okresie życia wyjątkowo ważna. Tych kilka trudnych lat nastych, kiedy nie wiedziałem, co ze mną, nielubiącym samego siebie nastoletnim gejem, będzie w kraju takim katolickim, takim dla takich jak ja surowym i takim ponurym – tych kilka trudnych lat dużo słuchałem jej muzyki, jej głosu balansującemu między lirycznym szeptem a gwałtownym krzykiem. Ten jej niezwykły w owych czasach image, cała ta jej piorunująca osobowość. Angielskiego zacząłem się uczyć późno, bo dopiero w szesnastym roku życia, więc z tekstów rozumiałem czasem tylko tytuł, ze dwa zdania w środku i pojedyncze słowa – a jednak, wracałem do tych utworów po latach z uczuciem zdumienia, że to, co najważniejsze, jednak na jakimś niewerbalnym poziomie rozumiałem doskonale, i się w tym odnajdowałem, i miałem wrażenie, że coś tej dziwnej, odważnej dziewczynie z drugiego końca Europy zawdzięczam, że coś z nią mam wspólnego, czerpałem z jej głosu i scenicznej osobowości jakieś trudne do sprecyzowania wsparcie.

Żegnaj, Sinéad, żegnaj, Shuhado. Piękna, niespokojna, skrzywdzona istoto. I hope you’re happy now. This world could never make you so.

Czytaj dalej