Mit Zachodu – na lewicy

Jest to jedna z cech charakterystycznych polskiej polityki: każda opcja polityczna ma swój własny mit Zachodu, splot wyobrażeń na jego temat i jego „wiodącą ideę”, którymi straszy, uwodzi, albo jedno i drugie.

Czytaj dalej

Brzydkie słowo: Pensja

OK, w przeciwieństwie do poprzednichBrzydkich słów”, które są złe znacznie bardziej obiektywnie, niewykluczone, że tym razem to jakaś moja osobista, subiektywna obsesja. Ale – nic nie poradzę. Nienawidzę słowa pensja, dostaję od niego piany na ustach. Pewnie nie udowodnię, że jest to najgłupsze słowo świata, ale może przynajmniej uda mi się wytłumaczyć przyczyny mojej tak silnej alergii. Jeżeli gdzieś się po prostu mylę albo czegoś nie rozumiem, to zapraszam do dyskusji na Facebooku.

Czytaj dalej

II wojna światowa, kapitalizm i zniszczenie

80 lat temu wybuchła II wojna światowa. Wczoraj była rocznica jednej z umownych dat tego początku – umownych, bo w Azji wojna już dawno się toczyła.

Kiedy rozmawiamy o dynamice procesów, które doprowadziły do największej katastrofy XX wieku, zbyt często ograniczamy się wyłącznie do refleksji o eksplozji autorytaryzmów i agresywnych ideologii, nacjonalistycznych i rasistowskich, które swoje zwieńczenie znalazły w faszyzmach europejskich i japońskim, by te następnie podążały zgodnie z własną wewnętrzną logiką aż do podpalenia świata. Piszę „ograniczamy”, bo zawężamy w ten sposób przedmiot refleksji do samych dyskursów politycznych, tak jakby „wydarzały się” one w jakiejś wolnej, autonomicznej sferze idei i tylko odbijały się na zewnątrz, w postaci konsekwencji w realnym świecie społecznym, kiedy już podbiją dostatecznie wyobraźnię społeczeństw.

Najbardziej trywialny trakt takich refleksji – jak piekło, wybrukowany oczywiście najlepszymi chęciami („ostrzegania przed powtórką z historii”) – to liberalne pojękiwania o tolerancji i nietolerancji, o „zamykaniu się” i „otwieraniu”, o nacjonalizmie ale w oderwaniu od funkcji ekonomicznych, jakie pełni (jako wyłącznie irracjonalnej niechęci do nie-swoich), o autorytaryzmie jako problemie raczej psychologicznym (nawet jeśli zbiorowym), oderwanym od materialnych sił rządzącym kapitalizmem jako systemem ekonomicznym. W Polsce jednak „analizy” na poziomie naiwnego liberalizmu powtarzane są także na lewicy, zdarzają się nawet komentatorom określającym się czasem w celach polemicznych jako marksiści.

Czytaj dalej

Brzydkie słowo: Mulat

O tym brzydkim słowie przypomniała mi rozmowa na Facebooku. Do spisania w końcu sprowokowanych przez nią przemyśleń zmobilizowała mnie w końcu czterechsetna rocznica narodzin niewolnictwa w angielskich koloniach w Ameryce Północnej, które potem stały się Stanami Zjednoczonymi. W sierpniu 1619 do wybrzeży Virginii przybił pierwszy statek z niewolnikami z Afryki.

Z dala od Polski, rzadko tam bywając, czasem zapominam, jak opłakany jest stan współczesnego języka polskiego, w jego wersji powszechnie używanej – wszędzie tam, gdzie zadaniem jest opis dynamicznej rzeczywistości politycznej, społecznej, kulturowej. Rzuciłem bowiem w stronę moich fejsbókowych znajomych pytaniem, kiedy się dowiedzieli, że Puszkin był Czarny. Prawdę mówiąc byłem ciekaw, czy moja ignorancja (dowiedziałem się od pewnego rosyjskiego przyjaciela, najdalej trzy lata temu) była w tej materii wyjątkowa. To samo miałem z Alexandre’em Dumasem – choć jako nastolatek przeczytałem wszystko spod jego pióra, co znalazłem w moich bibliotekach w Dąbrowie Górniczej, tego, że był Czarny, dowiedziałem się dopiero z ust Christopha Waltza w Django Unchained Quentina Tarantino. No więc, wracając do Puszkina, dowiedziałem się, że nie tylko ja. O Puszkinie wiedziało właściwie tylko kilka osób albo bardzo oczytanych, bądź też od dawna lub kiedyś zafascynowanych jego twórczością. Wiele osób dowiedziało się o tym z mojego statusu.

Rozmowa miała kilka wątków, ale przemyślenia do spisania tutaj dotyczą głównie jednego. Usłyszałem (no, przeczytałem) kilka razy, że Puszkin nie był Czarny, bo miał tylko pradziadka z Etiopii (lub Erytrei). On i Dumas byli mulatami (czasem w formie pytania a nie twierdzenia). To, że w Polsce takie słowo przechodzi do dzisiaj przez usta/klawiaturę ludziom i wykształconym, i całkiem rozgarniętym politycznie (nawet o lewicowych poglądach), jakby było neutralnym, nieobciążonym terminem, wzięło mnie z zaskoczenia. Na emigracji od początku 2008 roku, od dawna spotykam się z nim tylko w książkach, i to albo starych, albo historycznych.

AleksanderPuszkin

Aleksander Puszkin

Czytaj dalej

A gdyby tak zakazać reklamy?

Odkąd Internet przetasował światowy rynek prasy, a potem innych mediów, każdego roku obserwujemy kolejne obroty błędnego koła postępującej tych mediów degrengolady.

Specjaliści od reklamy biją na swoich konferencjach i w swoich raportach na alarm, że wszystko, co robią, jest stopniowo coraz mniej skuteczne – ludzie stają na rzęsach, byle uniknąć, zeskrolować, przeskoczyć ich bzdury, za wszelką cenę w nic nie kliknąć, nagrać film bez reklam, itd.

Czytaj dalej

10 lat od upadku Lehman Brothers. Pierwsza dekada Wielkiej Recesji

Dziesięć lat temu, 15 września 2008 roku [tekst ukazał się pierowtnie 15 września 2018 na łamach Strajk.eu], upadł amerykański bank inwestycyjny Lehman Brothers. Chociaż kryzys finansowy warzył się powoli co najmniej od roku poprzedniego (w europejskich bankach wystawionych na ryzyko securities opartych na amerykańskich kredytach sub-prime), upadek Lehman Brothers bywa „używany” jako symboliczny początek obecnego wciąż trwającego kryzysu światowego, przez niektórych ekonomistów nazywanego Wielką Recesją lub Długą Depresją. Największe bankructwo ogłoszone kiedykolwiek w historii kapitalizmu było tym momentem, w którym kryzys z problemu, który jeszcze dzień wcześniej mógł być lekceważony jako zjawisko raczej „sektorowe” i „miejscowe”, rozlał się ostatecznie na cały świat, powodując krach bez porównania większy – jak dziś wiadomo – niż ten z roku 1929.

Paniczne reakcje rządów państw ścisłego centrum współczesnego kapitalizmu na efekt domina, który wywołało bankructwo Lehman Brothers (drukowanie kosmicznych ilości pieniądza przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię, zanim władzy nie przejął David Cameron, nerwowe reakcje interwencyjne nawet ze strony ordoliberalnych Niemiec) popchnęły niejednego publicystę na polskiej lewicy do rychłego ogłoszenia, że w wielkim świecie skończył się właśnie neoliberalizm.

Powiedz to dzisiaj Grekom, Hiszpanom i Brytyjczykom, że 10 lat temu skończył się neoliberalizm.

Czytaj dalej

Niemożliwość Niderlandów

Tak więc znowu się przeniosłem, tym razem do Amsterdamu. Mieszkam w Holandii już prawie trzy miesiące.

Kiedy w Wielkiej Brytanii wyszedłem za mąż, Brexit happened. Kiedy przez osiem miesięcy mieszkałem w Barcelonie, wydarzył się zamach na La Rambli i referendum niepodległościowe z całym towarzyszącym mu kryzysem. Ciekawe, co się wydarzy w Holandii?

Ale to nie miało być o tym.

Przeniosłem się do Holandii, bo mój małżonek dostał pracę, na której mu zależało, lepszą niż mu kiedykolwiek zaoferowano w Londynie. Jest Brytyjczykiem, ale lata nieprzerwanych rządów torysów (i nie, to się wszystko nie zaczęło od Brexitu, to się zaczęło już za pierwszej kadencji Davida Camerona) zdewastowało gospodarkę do takiego stopnia, że poczucie niepewności i zawężania się pola możliwości, jest coraz bardziej wszechogarniające, chyba, że nie będąc skazanym na pracę pasożytujesz w finansach albo nieruchomościach. Kultura samej pracy jest coraz bardziej toksyczna, obserwują to wszyscy, jak kraj długi i szeroki, a cudzoziemca, czyli mnie, jeszcze bardziej przytłacza tam wrażenie, że każde kolejne poszukiwanie pracy czy próby jej zmienienia są, pomimo rosnącego doświadczenia, trudniejsze od poprzednich, warunki dostępu do coraz gorszych miejsc pracy coraz bardziej wyśrubowane. Barcelona w zeszłym roku była naszą pierwszą próbą wyrwania się z Tory Britain, ale mój mąż nie dostał tam pracy, na jakiej mu zależało.

Tak więc, odetchnąłem z ulgą.

Amsterdam (8)

Czytaj dalej